,,ŻYCIE TRZEBA SZANOWAĆ’’ – ALFABET PANA JANA

Do życia z dnia na dzień można łatwo przywyknąć. Jedzie się tam, gdzie jest praca. Śpi się tam, gdzie jest miejsce. Gdy coś nie wychodzi można się spakować i uciec. W głebi duszy pozostaje jednak marzenie o tym co było. Jednym, własnym łóżku, na którym leży wypłowiała, ale własna pościel. O szczoteczce do zębów, która stoi ciągle w tym samym kubku, na tej samej umywalce. Czy jednak jest szansa to odzyskać? Wrócić do świata, który przez prawie ćwierć wieku pędził tuz obok?  Historia pana Jana z Kalisza pokazuje, że tak. Był bezdomnym przez 23 lata i przez te wszystkie lata udowadniał, że jest wart szacunku. Dziś uczy się żyć na nowo.

Alkohol.
Ja nigdy alkoholu nie pijam. I żadnego alkoholika do domu nie wpuszczę! Jak jakiś idzie ulicą to ja poznam z 20 metrów, bo nie dość, że śmierdzi to jeszcze tak dziwnie idzie. No poznam i ominę! A niestety kolegów to głównie pijących mam. I oni wiedzą, że ja ani się z nimi nie napiję, ani ich do domu na picie nie zaproszę. Teraz to nawet już nie pytają. Kiedyś za to ja ich pytałem: czemu pijesz? Jakie to uczucie jak jesteś tak pijany, że się przewracasz ale i tak dalej pijesz. Nie umieli mi odpowiedzieć.
Bezdomność.
23 lata. Tyle byłem bezdomny. Ale jakby mnie pani na ulicy zobaczyła to nigdy by pani nie powiedziała, że ja jestem bezdomny! Nigdy pod mostem nie spałem. Nigdy brudny nie chodziłem, no naprawdę nie uwierzyłaby by pani, że ja jestem bezdomny bo wyglądałem jak inni! Słowo daję! Tyle tylko, że w dowodzie adresu nie miałem, a tak to byłem jak każdy. Chciałem być jak każdy.
Córki.
Miałem dwie córki. Jedna by w przyszłym roku skończyła 40 lat, druga 42. Młodsza zmarła w 2007 roku. Na tętniaka mózgu. Nagle. Młoda dziewczyna, całe życie przed nią. Ale z tym jakoś się pogodziłem. Może Bóg ją zawołał? Starszej nadal nie mogę przeboleć. Nie opowiadałem pani? Zabił ją, po 13 latach wyszedł z więzienia za zakatowanie człowieka w pociągu i jakoś ją znalazł. Chociaż byli po rozwodzie, a ona ułożyła sobie życie, miała córkę, męża. A on zaczął ją nachodzić i wróć, i wróć. Ale jak miała wrócić? No i jak zrozumiał, że ona już nie jest jego to ją zabił. Ze złości. W tamtym roku była ostatnia rozprawa. Dostał dożywocie, a po 30 latach może się ubiegać o wcześniejsze wyjście. Na sali zapytałem jego ojca: no i co pana syn narobił? Tylko odwrócił głowę.
Dom.
Tyle lat go nie miałem. Dzisiaj jak czasami jadę z pracy rowerem to pedałuję szybciej i szybciej, a w duchu powtarzam sobie: ku… przepraszam panią, ale tak mówię, szybciej, szybciej pedałuj i do domu. Tak się tym cieszę, że mam dokąd wracać, że usiądę sobie w tym fotelu, zapalę papierosa, posłucham radia, a potem obiad zrobię. Już mam nowy dowód, widzi pani: adres zameldowania jest. No niby nic, ale jak sobie przypomnę, że tyle lat go nie było…
Energia.
Skąd biorę? No jak! Z życia! Przecież nie usiądę i nie będę płakał. Chociaż płakałem. Jak w sierpniu mi pokazali to mieszkanie i powiedzieli, że tu będę mieszkał. To jak zostałem sam, to usiadłem przy tym stole i płakałem. Nie mogłem uwierzyć, że będę miał swoje mieszkanie. Że tyle szczęścia mnie spotka na stare lata.
Fart.
Może i fart, ale czemu tak późno? Jak mi przyszli tu po odbiór tego mieszkania to ja mówię: czemu mi tak późno to mieszkanie daliście. Tyle lat musiałem czekać. A ile ja jeszcze pożyję? Rok, dwa? ,,Pożyjesz, pożyjesz zobaczysz Janek’’ – tak mi kierownik mówił.
Godzina.
Codziennie o 4.30 wstaję. Oczywiście jak mi dzień wcześniej zadzwonią, że mogę przyjechać. Bo pracuję tylko dorywczo, ale jak pracuję to porządnie. Wstaję, zapalam sobie papierosa, kawę wypiję, śniadanie do pracy uszykuję i patrzę, a tu już 5.30 i trzeba wychodzić! O 5.45 wyjeżdżam żeby na 7 dojechać. Rowerem muszę, bo tam autobusy nie dojeżdżają, ale ja lubię jeździć, jak byłem młody to całą Polskę zjeździłem.
Halina.
Przychodzi do mnie czasami. Usiądzie, porozmawia, kawę wypije. Ale jak wieczór idzie to ją grzecznie wypraszam, bo ja tu nikogo nie nocuję. Nawet jej, choć całkiem, całkiem babka. Nie pije, nie pali. Ale coś jest nie tak. Bo czasami pytam: Halina masz rentę ponad 1200 złotych, za stancję bez wody i ogrzewania płacisz 200 to gdzie masz resztę? Kiedyś usłyszałem, jak przez telefon jej ktoś groził, że ma pieniądze oddać. Przyznała się, że ma długi i jej wszystko komornik zabiera. Ale ile jeszcze rzeczy mi nie mówi? Nie. Na razie to koleżanka, na kawę może przyjść, ale więcej to nie.
Internet.
Nie wiem jak, ale działa! Po artykule o mnie na jakiejś lokalnej stronie zadzwoniło do mnie kilka osób. Ja o nic tam nie prosiłem,  ale podobno chcieli pomóc. Koniec końców pomogły dwie. Jeden pan dzwoni i mówi: ,,Mam hurtownię budowlaną, czytałem, że remontuje pan mieszkanie to niech pan przyjedzie ja panu farbę chociaż dam’’. Ucieszyłem się, bo rzeczywiście te ściany trzeba było umalować no i pojechałem. Rowerem, bo wszędzie rowerem jeżdżę. Wiatr wiał, deszcz padał, ale się umówiłem to jadę. Na miejscu właściciel pomógł mi wybrać te farby, dołożył wałki, folię, no wszystko! Tylko brać i malować! Dużo tego było, to mówi: ,,pomogę to panu zanieść’’. Idziemy na parking a on pyta: ,,gdzie pan stoi?’’. Ja mu pokazuję mój rower i tłumaczę, że sznurkiem to przywiążę i powoli sobie pójdę. Na to on wielkie oczy, żeby pani jego minę widziała! Zaczyna mi to zabierać i mówi: ,,ja to panu zawiozę, niech pan jedzie do domu, tam się spotkamy’’. Jak dojechałem to już stał przed kamienicą. Farby też.
Jaka to melodia.
Jak nie jeżdżę do pracy to słucham radia i się uczę. Czego? No tytułów piosenek. I nawet słów. Po co? No jak to! Do ,,Jakiej to melodii’’ pójdę. Już raz byłem, nie opowiadałem pani? Do finału doszedłem. Na Ewie Farnej się wyłożyłem bo powiedziałem, że to było ,,Bez łez’’, a nie było. Pomyliłem się i wygrałem tylko 1510 złotych. Jakbym to odpowiedział to wygrałbym cały finał, bo potem były tylko ,,Statki na niebie’’, a to przecież każdy zna. 15 tysięcy złotych. Taka kasa. Cały rok bym nie musiał pracować, tylko siedziałbym w tym fotelu i cieszył się spokojem.
Kasa.
Kasę ma mój sąsiad. Bogaty chłop. Z żoną mieszka, oboje mają renty, dwa samochody. Ale w porządku człowiek! Bogaty i w porządku. Na obiady mnie zapraszają, na Święta też chcą żebym przyszedł, bo dzieci nie mają, rodziny nie mają i we dwójkę będą siedzieć. Może pójdę. A ja oszczędny potrafię być, najważniejsze żeby na czynsz i światło było. Przed terminem płacę, bo jakby mnie stąd wyrzucili? Nawet nie chcę myśleć. Zawsze coś dorobię, to na papierosy i czekoladę starczy, bo to mój nałóg – czekolada. Pokazać pani? W tej szafce widzi pani? 12 czekolad! Muszę mieć zapas zawsze. Teraz będzie łatwiej bo w MOPS-ie mi powiedzieli, że będę miał jakieś dodatki i zasiłki. Pierwszy raz w życiu. Patrzą na mnie jak na normalnego człowieka. Po tylu latach.
Los.
Czy ja mam pretensje? Nie, los jest jaki jest. Może mi pani nie wierzyć, ale jak czekałem na to mieszkanie to się zacząłem modlić. W schronisku każdy miał chodzić na msze i jak zacząłem tak do dziś chodzę. Co niedzielę. Lepiej mi jak sobie tak uklęknę, pomodlę się, podziękuję za to, że w końcu mam gdzie mieszkać. Bo chyba Bóg coś miał z tym wspólnego? Jak pani myśli?
Marta.
No można powiedzieć, że Martę mi Bóg zesłał. Po tym artykule w Internecie do mnie zadzwoniła i powiedziała, że mnie odwiedzi jak wróci ze zgrupowania. Na drugi dzień przychodzi listonosz i mówi: ,,paczka przyszła, ale sam nie wniosę, niech pan ze mną zejdzie i mi pomoże’’. No to schodzę i sobie myślę co za paczka, przecież ja nigdy paczki nie dostałem no bo gdzie jak adresu nie miałem? Wnieśliśmy wielkie pudło i jak otworzyłem to czego tam nie było! Do dziś mam jeszcze puszki, makarony, olej, ryż, no wszystko! Po kilku dniach przyszła Marta. Z rodzicami. Okazało się, że to ona mi to przysłała! Mistrzyni Świata u mnie w domu, siedziała tu gdzie teraz pani. Uwierzy pani? Teraz niech pani za mną idzie, widzi pani te buty? Zimowe, lekkie, porządne, ładne nie? Też mi Marta kupiła! Wzięła do sklepu i mówi: ,,niech pan wybiera ja płacę’’. Nie chciałem, ale w końcu się zgodziłem, bo w czymś do pracy trzeba jeździć. 70 złotych kosztowały, sam bym ich nie kupił, no bo tyle pieniędzy.
Normalność.
Tak, to dobre słowo, traktują mnie normalnie. Przyjdą, usiądą, kawy się napijemy. Zapisali mi w telefonie swój numer i dzwonię do nich czasami. Na obiady mnie zapraszają. Z mamą Marty sobie czasami zapalę papierosa, z tatą jesteśmy nawet na ,,ty’’. Ostatnio się zdrzemnąłem i jak się nagle nie zerwę! Nie pamiętam co mi się śniło, ale po przebudzeniu od razu mnie taki strach ogarnął, że to się nie dzieje naprawdę, że to mieszkanie, ci ludzie mi się tylko przyśnili. Ale potem popatrzyłem na te umalowane ściany, przypomniało mi się jaki był ciężki ten medal, który Marta mi na szyi zawiesiła na chwilę i uwierzyłem, że to wszystko prawda. Ale wie pani, że to złoto, to tylko złoto na zewnątrz, a w środku żelazo? No ja teraz też już wiem.
Ogrodnictwo.
Wiele lat pracowałem głównie w ogrodnictwie. Jeździłem po całej Polsce. Gdzie była praca, tam jechałem. Nie płacili dużo, ale zapewniali też zakwaterowanie i wyżywienie. W mojej sytuacji to było bardzo ważne, wie pani czemu. Tylko na zimę musiałem sobie szukać jakiegoś schroniska. Teraz zima, a nie muszę. Tak się wszystko zmieniło. Chociaż nie wszystko, nadal w ogrodnictwie właśnie dorabiam.
Papierosy.
No palę, palę. Chce pani też zapalić? A nie przeszkadza pani, że ja zapalę? No tak, jestem u siebie, ale to tak niegrzecznie palić, jak komuś to przeszkadza. Pić nie piję, ale palić palę. Coś teraz powiem, obiecałem Marcie, bo ona taka sportsmenka i o to moje zdrowie się tak martwi, że w Sylwestra zapalę ostatniego papierosa. Ostatniego! Jak wybije północ, to nawet jak jeszcze będę miał papierosa w ręku to wyrzucę i koniec! Nie będę palił. Kilka tygodni będzie trudno, ale jakoś wytrzymam. Oszczędności to jedno, ale to zdrowie najważniejsze. I obiecałem Marcie. Widzi pani jak ona się o mnie martwi? Obiecała mi te plasterki kupić jak bym czuł, że nie wytrzymam.
Rodzina.
O córkach pani mówiłem. A żona, to znaczy była żona, zmarła w tym roku. Ja dopiero po kilku miesiącach się dowiedziałem o tym, że pogrzeb był, nikt mi nie powiedział, a bym pojechał do Słupska. I tak zostałem sam. Tylko jeszcze siostra w Słupsku jest. Widzi pani mam dwie kanapy. No, kanapy dwie, a ja jeden. Ta druga to dla niej. Jakby przyjechała, bo w końcu może mnie odwiedzić. Z mężem pewnie przyjedzie to będą spać na tej większej żeby im było wygodnie, ja na tej mniejszej. To rodzona siostra musi mieć wygodnie. Kiedy przyjedzie? Nie wiem, mówi, że dużo pracy ma, zabiegana jest, ale kanapa jest to na pewno przyjedzie.
Schronisko.
Jak w 2012 roku zadzwonili z urzędu, że może będzie dla mnie mieszkanie to szybko spakowałem co miałem i do Kalisza! No, a jakby zadzwonili, że jutro mam np.stawić się w siedzibie urzędu, albo donieść jakieś dokumenty to co bym zrobił? Musiałem być na miejscu. Dwadzieścia lat czekałem i w końcu była szansa na mieszkanie! Przyjechałem i musiałem gdzieś zamieszkać, to zgłosiłem się do schroniska. Dostałem łóżko w pokoju trzyosobowym. Ze mną mieszkał jeszcze jeden taki starszy mężczyzna i potem nam takiego młodego dołożyli. Oj! Spokoju to z nim nie było, pił, ćpał. Wywalili go w końcu bo nie chciał się poprawić. Jak tam było? No jak to powiedzieć… Trudno jest jak w jednym miejscu jest 40 mężczyzn. Różnych. Ja nie piję, inni lubili sobie na parę dni wyskoczyć i zabalować. Ja lubię ciszę, inni mecz chcieli obejrzeć w stołówce, kłócili się. Portfel czy papierosy musiałem do łazienki zabierać. Trudno było. Muszę więcej opowiadać?
Trudno.
No powiedziałem, że było trudno, bo było. Nie wiem jak to opisać, jak człowiek  nie ma nikogo, kogo by się obchodził  jego los i nie ma nawet miejsca, w którym mógłby się schować. Ale co miałem zrobić? Zacząć pić? Zabić się? Życie trzeba szanować. Boga też. A ja w końcu doczekałem się tego spokoju. Może pogodzę się kiedyś z tym co stało się z moją rodziną, a na razie cieszę się tym co mam i z czego mogę.
Ustawa.
W skrócie powiem tak: w latach 90 można było eksmitować ludzi na bruk. I tak też stało się ze mną. Akurat byłem wtedy przez kilka miesięcy w pracy w innym mieście. Jak wróciłem to mi moja partnerka pokazała najpierw wyrok eksmisyjny, a potem nowego narzeczonego. Podobno planowała to od dawna. I tak zostałem ofiarą jej i systemu, którego nie obchodzili tacy jak ja. No bo kim ja jestem?
Węgiel.
Ostatnio przyszła pani z MOPS-u, usiadła tu gdzie teraz pani siedzi i tam spisała wszystko. Na koniec mi mówi żebym napisał wniosek o zasiłek na węgiel. Ja nigdy zasiłków nie brałem to też nie wiedziałem co i jak. Na drugi dzień poszedłem do nich, pomogli mi wypełnić ten wniosek i złożyłem. Potem telefon, że zaakceptowany i mam przyjść. No to idę z decyzją do kasy a tam pani mi daje 500 złotych. Ja mówię, że myślałem, że mi węgiel przywiozą, a ona, że z wywiadu i opinii wychodzi, że nie piję alkoholu i jestem niezdemoralizowanym członkiem społeczeństwa to mi mogą dać gotówkę. Dali. No kupiłem węgla a stówę na prąd odłożyłem. Tak na wszelki wypadek.
Zdjęcia.
Te zdjęcia? A nie, to nikt znajomy, tak powiesiłem. Nawet nie pamiętam kto to. Niektóre znalazłem. Ostatnie zdjęcia moich córek, które miałem ukradli mi razem z portfelem. Nic już nie mam. Tylko tych obcych, ale jak na nich patrzę to sobie myślę, że mogą wisieć bo jakoś tak raźniej.
Życie.
Ja śmierci się nie boję. Jakby mi kto przyszedł i powiedział: jutro umrzesz, to bym odpowiedział: a proszę bardzo, siadam w fotelu i mogę umierać. Ja się jednego boję. Że będę dla kogoś ciężarem, że nie będę mógł na ten mój rower wsiąść i pojechać sobie dorobić, że nie będę mógł się umyć. Wie pani co wtedy zrobię? Kupię denaturat, wypiję i się powieszę. Żeby być pewnym, że nie przeżyję. A co do roweru to widziała pani? Nowy mam! Jak Marta zobaczyła ten mój stary to się za głowę złapała i kupiła mi ten, niech się pani ubierze to pani pokażę. Pod plandeką trzymam, o jaki ładny. Kwiatek? No do kierownicy przyczepiłem, bo ja zawsze muszę mieć coś radosnego obok siebie. A jak jadę i spojrzę na tego kwiatka to mi od razu weselej. No bo życie jest fajne, zgodzi się pani ze mną?

Pan Jan ma 64 lata. Pochodzi ze Słupska, dziś mieszka w Kaliszu. Przez 23 lata był bezdomnym. W 2012 roku dowiedział się, że być może otrzyma lokal z miejskich zasobów mieszkalnych. Po trzech latach wyczekiwana chwila nadeszła, a on zamieszkał w wymarzonym domu. Teraz uczy się żyć na nowo.