Zaloguj się do rzeczywistości

fot. Federico Morando (cc)

Dziś warto zadać sobie pytanie: czym jest dla mnie internet? Rozrywką, zabijaczem czasu, środkiem masowego przekazu czy.. czymś na wzór nowego życia? Jeśli owym, nowym życiem (do którego oczywiście nikt wprost się nie przyzna), warto byłoby dodać, że  tym złym. To samo pytanie podsunęłam przyjaciółce ze szkolnej ławki, gdyż ciekawa byłam, jak pojęcie internetu rozumieją moi rówieśnicy. Po chwili namysłu odpowiedziała mi: „Według mnie internet jest ogniwem spajającym wszystkich, cywilizowanych ludzi. Możemy się dzielić doświadczeniami i poglądami. Ponadto dużo trudniej jest manipulować informacjami w internecie, zazwyczaj istnieje kilka stron, z których  możemy czerpać wiadomosci. Dzięki niemu możemy na bieżąco dowiadywać się o sytuacji na świecie i porozumiewać z uczestnikami danych wydarzeń. No, to moje zdanie”. Ta odpowiedź była zaskakująca w porównaniu do innych. Zazwyczaj słyszałam „internet? – zwykle przydaje mi się przed lekcją, jak chcę szybko spisać pracę domową” albo „przeważnie to używam go do zagrania w jakąś grę na przerwie”. Nawet mój sześcioletni brat zaskoczył mnie rozumowaniem pojęcia – „można się dowiadywać różnych, ważnych rzeczy”. Obydwoje mają rację, dlatego że pierwotnym zadaniem internetu było szybkie i sprawne przekazywanie informacji. Z czasem zaczęły pojawiać się pierwsze gry komputerowe i portale społecznościowe. Był to ogromny krok w przód, a technika zaczęła rozwijać się tak szybko, jak nigdy dotąd. Ale czy rzeczywiście wyszło nam to na dobre?

Odpowiedź na to pytanie nie jest do końca jasna. Możemy przypuszczać, że internet dał nam same pozytywy w postaci szybkiego odbioru informacji lub dużej dawki rozrywki pod różnorodną postacią. W końcu kto z nas nie ma ochoty zagrać w internetowy bilard, zamiast wyjść z kumplami na piwo i rzeczywiście „pyknąć w kulki”? Po co iść do biblioteki, księgarni albo Empiku po wymarzoną lekturę, skoro mogę ją ściągnąć w PDF’ie? Tak, to zdecydowanie łatwiejsze, szybsze i tańsze rozwiązanie, dlatego kusi. Ale czy naprawdę nas to usatysfakcjonuje albo uszczęśliwi? Pomyślmy o tym, że moglibyśmy mieć bogatą księgarnię w domu, na jednej z półek. Czy nie lepiej jest mieć płyty CD naszego ulubionego wykonawcy niż zlepek plików w jednym folderze? Ostatnim pokoleniem, które ma takie pokaźne zbiory jest pokolenie moich rodziców, których internet złapał w swoją sieć trochę później. Nie mogę ukryć, że pisząc ten materiał słucham piosenki Disclosure – You & Me z portalu, jakim jest YouTube. Wszystko wskazuje na to, że każdy z nas, kto ma do czynienia z internetem, zostaje nim zarażony. Kolejny prosty przykład: kto dziś szuka definicji niezrozumiałego słowa w słowniku, zamiast wpisać je w Google? Pomimo tego, że sami siebie w pewien sposób ograniczamy, to to wszystko na szczęście jest bezpiecznym korzystaniem z internetu.

Foto by Waag Society

fot. Waag Society

Dla większości młodzieży XXI wieku obcym nie jest „danie lajka” albo „wstawienie foty na insta”. Potwierdzę to na swoim przykładzie, gdyż posiadam profil na  portalu społecznościowym Facebook oraz Instagram, jak wielu moich rówieśników. Nie da się ukryć, że sprawiają one małą frajdę, dopóki nie zaczynają zastępować realnego życia. Mają być naprawdę mikroskopijnym dodatkiem do niego: podzieleniem się jakąś chwilą naszego życia, przemyśleniami, muzyką, która oddaje nasz nastrój czy zwykłym dodaniem zdjęcia. Problem zaczyna pojawiać się w momencie, gdy przestajemy żyć w świecie a zaczynamy w sieci. Osobiście znam jedną osobę, która w moim wieku nie posiada niebieskiego konta. Według innych ludzi, ten kto go nie założył – nie istnieje. Z jednej strony zazdroszczę swojemu koledze F.G., który nie wpadł w wir „lajkowania” i „tagowania”. Nie budzi się z myślą „o matko, ciekawe ile osób polubiło moje nowe zdjęcie, mam nadzieję, że więcej od…”. Dziś naprawdę ciężko jest rozstać się z Facebookiem! Ale nadmierne jego używanie, to nie jest koniec naszego życia. Czyjeś życie kończy się w chwili założenia fikcyjnego konta i podawania się za osobę, którą nie jesteśmy. Z inicjatywy zwalczania fikcyjności kont oraz doprowadzania do spotkania internetowych miłości powstał program Catfish emitowany na stacji MTV. Jako iż sama nie jestem zwolenniczką tej stacji telewizyjnej, od czasu kiedy puszczanie na niej muzyki umarło, śledzę ten serial tak często, jak tylko mogę. Początkowo Catfish był materiałem dokumentalnym, opowiadającym historię Nev Schulmana, który został poddany internetowemu oszustwu. Dziś to on odkrywa tajemnicę, niestety rzadko pozytywną, na temat relacji w sieci. Poznajemy tam historie osób, które potrafią żyć w internetowym związku przez kilka, a nawet kilkanaście lat z osobą, której nigdy w realnym życiu nie widziały! Co innego w internetowym – typowy catfish ustawia na profilowe zdjęcie osoby, która według niego jest potencjalnym typem westchnień mężczyzn/kobiet. Zmienia miejsce zamieszkania, pracę, szkołę i zainteresowania na swoim profilu. Rozmawia jedynie przez telefon, lub Skype (oczywiście bez włączonej kamery internetowej), kłamiąc iż z wielu powodów nie może się spotkać. I tak właśnie nie może się spotkać przez wiele lat, kłamiąc i topiąc się we własnym wirze fikcyjności. Gdy jednak cudem dochodzi do spotkania dwóch, zakochanych połówek okazuje się, że tak naprawdę nie znamy osoby, z którą „dzieliliśmy” życie przez kilka lat. Z pięknej top modelki okazuje się, że mamy do czynienia z kompletnym przeciwieństwem, a często nawet homoseksualistą. Czy Mark Zuckerberg zakładając Facebooka myślał, że dojdzie do takich absurdów?

Złe korzystanie z portali społecznościowych to nie wszystko, kolejnym kuszącym nałogiem są gry komputerowe. Jakie jest ich zadanie? Przeniesienie nas w zupełnie inną sferę, w której możemy wcielić się w postać szpiega, żołnierza, czarodzieja, księżniczki i wielu innych postaci. Jest to chwilowa odskocznia od rzeczywistości, gdzie możemy znaleźć się np. w realiach II Wojny Światowej i zastrzelić paru komandosów, wypełnić misję i tak w kółko i w kółko. To oczywiście wielka zabawa, a różnorodność gier jest tak duża, że każdy znajdzie coś dla siebie. Godzinka gry w naszą ulubioną grę to nic złego, ale co jeśli nasze życie nie skupia się wokół niczego innego? W tym miejscu zaczyna pojawiać się problem. Nasze pierwszorzędne czynności odkładamy na bok, poprawne odżywianie zamieniamy na chipsy przed komputerem, zapominamy o przyjaciołach i przestajemy się wysypiać – to ogromne kroki do samodestrukcji. Kto by pomyślał, że „przedawkowanie” komputera grozi otyłością, wyalienowaniem a także ograniczeniem naszej zdolności umysłowej. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, jak można dopuścić się do takiego życia, a drudzy nie chcą przyjąć do wiadomości, że takie śmieciowe życie zaczynają prowadzić. Najgorsze jest to, że właśnie taki przypadek wkradł się do mojego otoczenia, i któremu nikt nie potrafi pomóc. To aż nie do wiary, że można „zawalić” własne studia dwa razy pod rząd przez jedną grę komputerową, która zamieniła normalnie funkcjonującego chłopaka w „komputerowego zombie”, prawda? Niestety takich przypadków jest więcej wokół nas, wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć.

Nałóg związany ze złym korzystaniem z internetu i komputera rozprzestrzenił się na ogromną skalę. Z tego powodu zaczęły powstawać fundacje związane z jego zwalczaniem. Jedną z nich jest polska kampania społeczna „WYLOGUJ SIĘ DO ŻYCIA… a robi się to TAK” trwająca do czerwca 2015 roku. Jej celem jest odciągnięcie młodych ludzi od przesiadywania godzinami przed komputerem i promowanie aktywnego stylu życia. W akcję włączyło się wiele znanych gwiazd, między innymi Robert Lewandowski. Kampania działa od niedawna, a o jej istnieniu poinformowała mnie przyjaciółka. Z przeprowadzonych tam badań wynika, iż dostęp do internetu posiada aż 97% nastolatków i 21% z nich spędza przy komputerze od 4 do 5 godzin dziennie. Warto zwrócić uwagę także na to, że 32% nastolatków w wieku od 11 do 16 lat próbuje (jednak nieskutecznie) ograniczyć czas przeznaczony na używanie komputera.  Pytanie „ile czasu spędzam przed komputerem” zadałam także w swojej klasie i ponad połowa zdeklarowała się, że tak spędza czas między 1-2h dziennie (nie wliczając w to używania internetu w telefonie komórkowym). Warto zajrzeć na stronę www.wylogujsię.org ,polecić innym, albo dać najprostszego „lajka” na Facebooku, a wtedy na pewno znajomi się zainteresują. To nie będzie trudne, a może dzięki temu jeden z nałogowców powie „najwyższa pora wylogować się z gry i zalogować do rzeczywistości”.