Odpusty od wieków miały szczególne znaczenie dla wiejskich społeczności. Były świętami charakteryzującymi dane miejscowości, przyciągały wielu gości z okolicy. A jak jest dzisiaj? Czy nadal są tak wyjątkowe?

Niedziela Trójcy Świętej. Godzina dziewiąta. Pod mały wiejski kościół, leżący kilkaset metrów w bok od krajowej dwunastki podjeżdżają pierwsze samochody z niewielkimi przyczepami. Za chwilę ich właściciele rozpoczną rozkładanie straganów, na które wyłożą pachnące chińskimi fabrykami zabawki. Tak jest co roku.

Im bliżej do południa, tym więcej osób kręci się w pobliżu świątyni. Trzeba jeszcze zerknąć na kwiaty stojące przy ołtarzu, po raz dziesiąty zamieść chodnik przed wejściem… Schodzą się też pierwsi członkowie asysty, czyli np. przedstawiciele Ochotniczej Straży Pożarnej, dziewczynki sypiące kwiatki, ubrane w krakowskie stroje ludowe kobiety, które poniosą obraz Matki Boskiej. Przybywa także ksiądz proboszcz, na którego pozdrowienie „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” oczekujący w kościele zgodnie odpowiadają „Na wieki wieków amen”.

Po chwili słychać dzwonek. Rozpoczyna się uroczysta msza. Uroczysta, a więc i długa. To zdecydowanie nie odpowiada stojącej niedaleko ołtarza dziewczynce, która znudzona wykorzystuje nie tak dawno zdobytą umiejętność formułowania nieco dłuższych zdań i pyta mamę: „Mamooo, a kiedy koniec?” Niestety, ta ślicznotka i kilkanaście innych dzieci ze zrezygnowaniem widocznym na twarzach przyjmują do wiadomości, że po ogłoszeniach odmawia się jeszcze Litanię Loretańską. Dopiero po niej ksiądz wypowiada długo oczekiwane zdanie „przygotowujemy się do procesji z Najświętszym Sakramentem” . Wtedy każdy, kto jest częścią asysty, natychmiast się mobilizuje .

Wokół kościoła trzeba się ustawić w odpowiedniej kolejności: na początek idą osoby niosące chorągwie z wizerunkami świętych, później „krakowianki” z obrazem Matki Boskiej, po nich starsze panie trzymające drewniany, kilkumetrowy różaniec, następnie nastolatki, w których rękach znajdują się kolorowe, udekorowane kwiatami oraz obrazkami Maryi i św. Jana Pawła II poduszki, aż w końcu dziewczynki sypiące kwiatki przed Najświętszym Sakramentem. Procesja rusza, a wraz z nią wszyscy zaczynają śpiewać „Niechaj będzie pochwalony, przez nas wszystkich uwielbiony Przenajświętszy Sakrament, ten Niebieski Testament”. Ale to nie jedyna „mantra” tego dnia. W tym samym czasie dziewczynki w przedziale wiekowym od 3 do 10 lat, rytmicznie powtarzają : „Święty, święty, święty, Pan Bóg zastępów” rzucając delikatnie kwiaty przed kapłanem niosącym monstrancję. Niektóre z nich nieco się mylą, zapominają , że słowo święty powtarza się tylko trzy razy. Droga procesji jest krótka, po około 10 minutach wszyscy wracają do kościoła po błogosławieństwo kończące mszę. Dzieci się ożywiają, bo już za chwilę będą mogły podejść do straganów z zabawkami.

Po wyjściu ze świątyni kramiki zostają oblężone. „Mamuś, a ja mogę jeszcze ten wachlarz różowy z Barbie?” , „Dziadek, a dasz mi trzydzieści złotych na pistolet?” Gdy upatrzone jeszcze przed nabożeństwami lalki, plastikowe karabiny , wachlarze i baloniki są już kupione, pora się zbierać do domu na obiad. W 95% przypadków będzie to rosół. A po obiedzie przyjdzie czas na spacer gości z miasta. Gości, czyli głównie córek i synów, którzy przyjechali z rodzinami odwiedzić swoich rodziców.

Kiedyś odpust miał jeszcze bardziej uroczysty wymiar. Po mszy ksiądz proboszcz i wikary udawali się na wystawny obiad do którejś z rodzin. Wtedy też był rosół i kurczak z kartoflami, a na deser ciasto . Jednak czasy się zmieniły, jakoś tak wyszło, że teraz już księdza nie zaprasza się na obiad. Poza tym     z roku na rok coraz mniej osób przyjeżdża tutaj „na Trójcę”. Może to dlatego, że dziś odpust, czyli dla co niektórych, wspomniany wcześniej treściwy obiad, stał się codziennością? A może powodem jest mniejsza potrzeba kontaktu? Ciotki i wujkowie, dla których kilkadziesiąt lat temu „Trójca” była pretekstem do wspólnego świętowania, w większości już nie żyją. Ich potomkowie z reguły maja zbyt mało czasu, by poświęcić jedną niedzielę na spotkanie z kuzynami i kuzynkami.

Czas płynie, mentalność ludzi powoli, ale stopniowo się zmienia. Pozostaje mieć nadzieje, że mimo tego, tradycyjna oprawa odpustów nie zaginie. I choć gości przyjeżdża znacznie mniej, to przecież nadal są dziewczynki sypiące kwiatki… Panie w zaawansowanym wieku, które co roku niosą drewniany różaniec też kiedyś nimi były.