Rozmowa z Evanną Shamrock, pisarką 

Odwiedzam mały, przytulny domek na skraju miasta. To tu wychowała się i mieszkała przez 20 lat Agnieszka Wiatrowska, ukrywająca się pod pseudonimem Evanna Shamrock. Pierwsza część jej powieści “Signum Sanguinem. Mrok” spotkała się ze sporym zainteresowaniem czytelników. Z młodą autorką spotykam się, aby porozmawiać o pracy nad kolejnym tomem – „Signum Sanguinem. Światło”.

Agnieszka prowadzi mnie do swojego pokoju, a sama idzie zaparzyć herbatę. Regały wypełniają kryminały, thrillery, słowniki, mangi. Na podłodze stoi niewielkie radio, a obok niego widać kolekcję płyt CD. Agnieszka wraca z kolorowymi kubkami w rękach. Częstuje mnie herbatą i wyciąga rysunki do drugiej części swojej książki. Ilustracje mają lekką kreskę i wyszukaną kolorystykę. W oko wpada mi grafika przedstawiająca Naznaczonych – protagonistów powieści, ludzi obdarzonych paranormalnymi zdolnościami.

 

– Kim jest ten przystojny blondyn w okularach? – pytam, wskazując palcem wyróżniającą się postać.

– Och, to Oliver. A właściwie Oliver Benjamin Acris, świeża krew. Młody psycholog sądowy.

– Psycholog? – dopytuję, wiedząc, że Agnieszka od października studiuje właśnie na tym kierunku.

– Dokładnie! Ale w przeciwieństwie do mnie, on jest bliżej zdobycia doktoratu. Niestety, przez swoją ciekawość zostaje wplątany w intrygę, która może mieć tragiczne skutki. Poza tym okazuje się, że nasz psycholog również ma coś do ukrycia, a dokładnie rzecz biorąc – potrafi nieźle namieszać ludziom
w głowach.

– Czyżby kolejny bohater ze zdolnościami nadprzyrodzonymi?

– Tak. Oliver schował głęboko w pamięci wydarzenia sprzed ponad 15 lat, kiedy to wyszło na jaw, że potrafi kontrolować ludzkie umysły i wpływać na zachowania oraz decyzje poszczególnych osób.
I zwierząt – wyjaśnia Agnieszka. – W jego miejscu pracy może być to wyjątkowo przydatne.

– Pracuje w sądzie?

– Nie, Acris wybrał pracę ze skazanymi. Więzienie w Auditum stało się jego drugim domem.

– Niech zgadnę. Wzorowałaś się na zamkniętym już kaliskim zakładzie karnym?

– Całe Auditum jest w rzeczywistości kalką Kalisza. Począwszy od katedry, poprzez Główny Rynek, aż po przytulną herbaciarnię, czy niedostępne zakątki starej cegielni na Tyńcu.

– W czasie lektury pewne inspiracje naszym miastem są czytelne.

– Od wielu lat przechadzam się uliczkami Kalisza w poszukiwaniu miejsc, które pomogłyby mi stworzyć szkic tajemniczego miasteczka. Z mojego okna widać całe miasto. Latem, kiedy wychodziłam z moim psem posiedzieć na schodach, słyszałam szum aut, a w powietrzu unosił się zapach akacji. Te drzewa również pojawiają się w “Signum Sanguinem”, kiedy Jojo po raz pierwszy spotyka się ze swoim nemezis, widząc samobójcę rzucającego się z szóstego piętra szpitala. Trzy dni po zakończeniu pisania tego rozdziału, w Kaliszu doszło do podobnego wypadku na terenie naszego szpitala „okrąglaka”.

– Jesteś kaliskim Stephenem Kingiem? – wtrącam. – W kilka lat po wydaniu jego powieści “Rage”, w jednym z amerykańskich liceów nastolatek rozstrzelał uczniów i nauczycieli. King napisał o tym o wiele wcześniej, wtedy jeszcze pod pseudonimem Richard Bauman.

– Czytelnicy często porównują moje powieści do dzieł Rowling, Kinga, Murakamiego, Dostojewskiego czy nawet Lovecrafta ze względu na specyficzny, mroczny klimat. Sama podziwiam tych autorów, ale sama uważam się za amatora, który po prostu… lubi pisać. Do nikogo się nie porównuję, ale cieszę się bardzo, że powieść znalazła – jak na debiut – tak szerokie grono odbiorców. A co do tych wypadków… Na pewno nie jestem prorokiem, jak jeden z moich bohaterów, Eliasz Evans. Jestem nieco przerażona takim obrotem spraw.

– Masz sporą kolekcję płyt. Muzyka też musi być ważnym źródłem twoich inspiracji.

– Na wstępie do pierwszej części powieści znajduje się cytat z piosenki “Run and Escape” zespołu RED, grającego m.in. rock chrześcijański. Jest ona hymnem głównego bohatera, który zmaga się
z rakiem, jakim jest Zło, oraz łańcuchami krwawej przeszłości. Muzyka wywarła spory wpływ na to, co myślę i piszę – i nie są to tylko REDsi, ale też Les Friction, We Came as Romans, Disciple, Sent by Ravens oraz Of Mice and Man. Każdy z bohaterów ma swoją piosenkę, która najlepiej opisuje jego osobowość. Wszystkie te ciekawostki można znaleźć na oficjalnej stronie książki. Zajęłam się też psychologią koloru, bo to, jakie barwy wiążę z daną postacią, również ma znaczenie. Poza tym posiłkuję się cytatami znanych myślicieli oraz Biblią, w której można znaleźć dosłownie wszystko.

– Na okładce twojej książki widnieje umywalka, muszę zapytać – czy kolejną część również będzie zdobić armatura łazienkowa?

– To nie był mój pomysł, lecz wydawnictwa. Chociaż muszę przyznać, że dość udany – 70 proc. sukcesu książki, to dobrze zaprojektowana okładka . Recenzenci pisali, że to ona nakłoniła ich do sięgnięcia po powieść. Miałam jednak wrażenie, że grafik chyba mnie nie zrozumiał. Ta historia jest już znana jako pewna anegdota opowiadająca o mojej współpracy z wydawnictwem. Otóż, by nie używać zbyt często słowa “nóż” (Jojo się z nim nie rozstaje), stosuję wiele zamienników, takich jak na przykład “biała broń”. Kiedy spojrzymy na okładkę, zobaczymy w zlewie pokryty czerwoną cieczą biały nóż, który wygląda tak, jakby protagonista miał nim strugać ziemniaki. Jest przecież różnica pomiędzy nożem kuchennym a militarnym, a biała broń to nazwa dla każdej ostrej broni.

– Fundusze na wydanie książki zbierasz przez crowdfunding, tj. wpłaty internetowej społeczności zainteresowanej twoją twórczością. Nie poddajesz się i piszesz dalej.

– Oczywiście, że nie! I nigdy tego nie zrobię. Jojo, Kamil, Eliasz, Aggie, Maks oraz Oliver są częścią mnie, nie mam zamiaru się ich wyrzekać. Pisanie to nie tylko bazgranie czegoś na papierze. Pisanie to moje życie, biblioteka to mój drugi kościół, a książki to moje ubrania. Moja mama śmieje się, że mogłabym chodzić naga, bylebym tylko miała pełną biblioteczkę. I ma rację. Dzięki temu wciąż oddycham.

 

                Rozmawiała

Klaudia Sołdyńska

 

Rozmowa powstała podczas pracy nad reportażem o młodej kaliskiej pisarce, przygotowywanego przez Klaudię Sołdyńską.