Tomasz Machciński

Wywiad z Robertem Kucińskim – wieloletnim dziennikarzem multimedialnym, obecnie specjalistą ds. filmów w Multimedia Polska

Jakie skojarzenia budzi w Tobie postać „Człowieka tysiąca twarzy”?

Gdy pada to określenie, to myślę tylko o jednym człowieku, bo dla mnie na całym świecie on jest jedynym człowiekiem o tysiącu twarzach. Od razu sobie przypominam wszystkie z nim spotkania. Każde z nich było mieszanką zaciekawienia, zawstydzenia i zażenowania jednocześnie. Machciński, w tym co robi, jest zawsze bezkompromisowy. Właściwie w każdym swoim działaniu, zarówno stricte artystycznym, jak i w sposobie bycia, w sposobie rozmawiania i oceniania rzeczywistości. Moje spotkania z nim nigdy nie były osobiste, zawsze dziennikarskie, dlatego był troszkę najeżony, bo nie zawsze ufał dziennikarzom, że należycie odniosą się do tego, co robi.

Jak odbierasz jego działania? Czy jego twórczość można ująć w jakieś ramy?

Nigdy nie podjąłem decyzji, aby nazwać ją sztuką, zawsze pokazywałem jako rodzaj ciekawostki, zaznaczając poświęcenie i konsekwencję twórcy. Podkreślałem wyjątkowość jego działań, ale miałem problem z ich klasyfikacją. Zastanawiałem się, czy to jest sztuka czy…, trudno to określić…

Błazenada?

Jakbym zobaczył samą wystawę bez znajomości artysty, to może bym tak stwierdził, ale znając autora, wiem, że taki cel się za tym nie kryje… On nie chce bawić, już prędzej szokować. Zadziwia swą konsekwencją i wytrwałością. Machciński z mozołem kontynuuje swój projekt i za każdym razem podejmuje nowe wyzwania. Staje się kobietą, mężczyzną, satyrem, człowiekiem młodszym lub starszym… Poświęca się temu maksymalnie, bo do niektórych kreacji przygotowuje się czasami miesiącami, np. zapuszcza zarost pod odpowiednim kierunkiem. Jest to rodzaj poświęcenia, które można nazwać sztuką.

Zatem jaki cel kryje się w jego działaniach?

Cel jego istnienia zawsze odnosił się do traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Został okaleczony. Mam wrażenie, że cała ta jego działalność jest zaprzeczeniem bycia kaleką.

Jest to swojego rodzaju autoterapia?

Tak. On dzięki temu ucieka od swojego kalectwa, staje się kimś innym, bo nie chce być taki, jaki jest w tym momencie. Może nie kimś konkretnym, ale wielością postaci.

W jaki sposób odczuwasz przesłanie jego działania, czy w ogóle można doszukać się jakiś znaczeń?

Jego sztuka może przywoływać różne skojarzenia. Często, kiedy jesteśmy na wystawie jego prac, zastanawiamy się, jak on to zrobił i czy mu się to udało. Skupiamy się na rzemiośle. Ale gdyby tak zostać sam na sam z jego pracami i mieć trochę więcej czasu na koncentrację niż to bywa na wernisażach, to mogłyby w naszych głowach narodzić się różne skojarzenia. Wszak występuje w nich rodzaj przemieszania pierwiastków damsko-męskich w jednym ciele, danej duszy. Pojawia się myśl, jak niewiele trzeba, aby stać się innym człowiekiem. To nie jest kwestia tylko samej przemiany płciowej. Przy okazji wystawy w kaliskim BWA prace zostały pokazane, co się nigdy wcześniej nie zdarzało, w wielkich formatach, i było to po prostu zdumiewające. Część fotografii zrobiła na mnie duże wrażenie.

Nie jest postacią do końca akceptowaną…

On chciałby być doceniony, aby pewne rzeczy działy się same. Nie ma w nim wewnętrznej zgody na to, aby chodzić i prosić o zorganizowanie wystawy. Może powinno tak się stać, aby ktoś za niego zawalczył. Może warto byłoby przeznaczyć na jego prace osobne wnętrze i zorganizować stałą ekspozycję, jako taki wyróżnik miasta Kalisza. Nigdy nie było ku temu takiej szczerej woli, przynajmniej odkąd ja pamiętam. Miasta robią sobie promocje wokół rożnych rzeczy, dlaczego Kalisz nie mógłby wśród innych atrakcji mieć takiej galerii „Człowieka tysiąca twarzy”?

Dlaczego tak trudno przyznać tym działaniom miano sztuki?

Trzeba by się zastanowić, co dla nas jest sztuką. Gdyby zostawić na boku sam przekaz i skupić się na estetyce, to w pracach Machcińskiego coś nam przeszkadza w dopatrywaniu się prymatu funkcji estetycznej. Zastanawiamy się raczej, jak to zostało zrobione, a refleksja dotycząca warsztatu nie powinna być pierwsza. A tak jest z Machcińskim, że spoglądamy na jego fotografie przez pryzmat wykonania. Zadajemy pytanie, co zrobił, żeby tak wyglądać? Z braku funduszy posługuje się często półśrodkami i niekiedy widać, że zostało coś wykonane niedbale, a szczegóły są niedopracowane. Mimo całego jego poświęcenie dostrzegamy, że tym przedsięwzięciom brakuje wsparcia finansowego. Trudno prace pana Tomasza nazwać sztuką, bo reprezentują bardzo różnym poziom. Gdy przeistacza się w satyra, to budzi mój ciąg skojarzeń, natomiast gdy jest Matką Teresą albo Janem Pawłem II, to jest to dla mnie bliższe żartowi.

Czy zauważasz pewną przepaść między jego fotografiami czarno-białymi a zdjęciami w kolorze?

Cały czas mamy w sobie silne, trudne do zatarcia przekonanie, że fotografia czarno-biała jest fotografią artystyczną. To w nas siedzi. Nawet ja nie jestem w stanie łatwo pozbyć się tego przekonania.

Jednak czarno-białe fotografie mają to do siebie, że tuszują pewne niedoskonałości…

Kolor potęguje w tych pracach wrażenie amatorstwa czy nawet kiczu. Trochę to nawet przypomina taką pierwszą prymitywną fotografię kolorową, która pojawiła się gdzieś w latach 70. Ale ja nie chcę działań Machcińskiego konkretnie nazywać, szufladkować. Lubię wariatów, ludzi nietypowych, a on do takich ludzi należy. Gdyby to ode mnie zależało, to poświęciłbym mu w mieście na stałe jakąś przestrzeń wystawienniczą.

Wiesz, że to jest jego marzenie?

Wiem. I to nie o to chodzi, że chciałbym być teraz „dobrym wujkiem” i spełniać czyjeś marzenia. Po prostu mam wrażenie, że warto by było.

Dlaczego ludzie mają problem z zaakceptowaniem jego twórczości?

Mamy problem z akceptacją chorych, kalekich. Nie czujemy się najlepiej w ich towarzystwie. Czasami nie wiemy, jak się zachować, by ich nie urazić. W takich sytuacjach jesteśmy przesadnie uprzejmi, czasami nawet sztuczni w wypowiadaniu swoich opinii. Podejrzewam, że nawet jakby któryś z recenzentów był zdecydowanie na nie, to by mocno tego nie wyraził. Nie powiedziałby, że to, co robi Machciński, powinno się znaleźć w koszu, myślę, że by mu takich opinii oszczędzono. Przy odbiorze jego twórczości trudno pozbyć się świadomości jego losu, osobistej tragedii, która się za pracami kryje.

Czy w takim razie Machciński nie zasługuje na słowa konstruktywnej krytyki?

Może gdyby jego wystawy odbywały się częściej, to siłą rzeczy byłaby możliwość częstszej konfrontacji. On się pojawia i znika. Za każdym razem, gdy się pojawia, jest dla kolejnych pokoleń jakimś kuriozum. Może należałoby zapomnieć o jego osobistym losie, „odciąć” autora i zobaczyć, w jaki sposób przemawiają do nas same fotografie. To jednak jest bardzo trudne i łatwiej jest nam spoglądać na nie poprzez pryzmat losu ich twórcy.

Czy jego twórczość w takim razie jest śmiechem przez łzy?

Myślę, że on ze swojego kalectwa zrobił pewien rodzaj zabawy. Bez dużego nacisku na to słowo, bo to nie jest śmiech – on zrobił ze swojego kalectwa wartość. Na większości fotografii konsekwentnie kryje swój garb, ukrywa. To by oznaczało, że troszeczkę się go wstydzi, że go – poprzez transformację – niszczy, niweluje, usuwa, wymazuje ze swego życiorysu.

Tworzy się swojego rodzaju paradoks w twórczości Machcińskiego, ukrywając siebie obnaża złożoność ludzkiej natury…

Obnaża ludzką naturę i słabość, jaką jest nasze przywiązanie do wyglądu zewnętrznego, swojego i cudzego. Rzeczywiście, jego działalność może nam uzmysławiać, że żyjemy w niewoli zewnętrzengo wizerunku.

„Człowiek tysiąca twarzach” często zaznacza, że jest geniuszem…

Machciński taki jest. Ja wierzę, że mówi to, co myśli. Jest człowiekiem, który w bezpośrednich relacjach nie udaje, więc kiedy mówi, że moja sztuka jest genialna, to tak myśli. Ale w takim myśleniu nie jest odosobniony, bo wielu artystów myśli podobnie o swojej sztuce w kategorii wyjątkowości. I dobrze, bo brak pewności siebie przeszkadza w tworzeniu …sztuki.

 

Wywiad przeprowadzony przez Zuzannę Kulawiak (fragmenty pracy magisterskiej z 2011 r.)

Wstęp do wywiadu tutaj

Rozmowa z M. Rozparą byłym dyrektorem Galerii im. Jana Tarasina w Kaliszu  tutaj.

Wywiad z Marzeną Ścisłą – naczelniczką Wydziału Kultury w Kaliszu  tutaj

Więcej prac artysty znajdą Państwo tutaj.

  • http://codequack.com Łukasz Pełszyński

    Gdy się te prace zestawi chronologicznie, to jawi się dzieło wybitne. Cała jego twórczość to jest jedno dzieło, stopniowo rozwijane. On jest artystą, a to co robi jest sztuką.