TEN TYP MES I JUWENALIA KALISKIE

fot. Jakub Seydak

Juwenalia, impreza organizowana co roku w każdym studenckim mieście. Na tej mapie jest również Kalisz, który odwiedzili znani wszystkim muzycy. Chociaż repertuar był trochę monotematyczny to na wydarzeniu pojawiło się naprawdę dużo osób. Po lewej stronie zmieszali się gimnazjaliści z licealistami – prawa była zarezerwowana tylko dla studentów. Ludzie bawili się dobrze. Nie było żadnych nieprzyjemności, prawdopodobnie dlatego, że przyszły wyłącznie osoby zainteresowane muzyką , w tym roku na scenie królowało reggae i rap. Pojawili się lubiani przez wielu Kuban, Rasmentalism, Junior Stress, KaCeZet i Grizzlee. Całość została zwieńczona pełnym energii koncertem Ten Typ Mes i Stasiak z Live Bandem. Każdy z występów był świetny. Ja miałam okazję posłuchać Juniora Stressa, KaCezet i Grizzlee, którzy „odwalili” dobrą robotę. Mogliśmy usłyszeć znane i lubiane kawałki, które kilka lat już sobie liczą, ale nie ujmuje im to wartości. Udało im się rozgrzać publiczność. Wielu z nas wyczekiwało jednak finału jakim był koncert Mesa, którego osobiście uwielbiam i bardzo mocno cenię. Pojawił się on na scenie z bardzo dużym opóźnieniem, ale już na wejściu rozpoczął piosenką, której tekst brzmiał: „sorry za ten delete, kąpaliśmy się by nie jebało wam ze sceny„. Wszyscy wybaczyli im to opóźnienie, jak się później okazało spowodowane nie z ich winy. Ten Typ Mes prezentował przede wszystkim utwory z albumu „Trzeba Było Zostać Dresiarzem”. W wywiadzie przeprowadzonym przeze mnie po koncercie stwierdził: „jestem najbardziej dumny z ostatniej płyty, czyli TBZD, ale nie jestem zadowolony. Zadowolenie kojarzy mi się z poczuciem spełnienia, a zawsze przecież można coś poprawić„. Warto przytoczyć tutaj również słowa Stasiaka, który stwierdził: „jako wydawca najbardziej jestem zadowolony z TBZD, między innymi dlatego, że jest ona największym sukcesem Piotra, na który zasłużył dużo wcześniej„. Nie dziwi więc fakt, że Alkopoligamia ma teraz mnóstwo koncertów, również na festiwalach – wydawca jest z niej zadowolony, artysta dumny, a fani ją kochają. Koncert wypadł świetnie. Pojawiły się także utwory ze starszych krążków znane tym, którzy są z zespołem od początku (między innymi mnie). Chłopaki rzucali ze sceny swoje koszulki i wody, a publiczność bawiła się w najlepsze. Piotrek Szmidt po koncercie powiedział, że bardzo się cieszy się bo „udało im się rozkręcić publiczność o jakiejś astronomicznie późnej porze, więc szacunek dla Kaliszan”. Dodał również, że „(…) takiej publiczności mógłbym mieć po stokroć„, a Stasiak uzupełnił: „atmosfera jest super za każdym razem kiedy tu jesteśmy, ale najfajniej chyba było dzisiaj, bo zawsze tak jest, że ostatni koncert jest najlepszy, jeżeli wszystko było OK„. Bardzo miło było mi słuchać tak ciepłych słów o Kaliszu, a uśmiech nie znikał mi z twarzy. To również dowód na to, że powinniśmy częściej organizować koncerty, miedzy innymi właśnie Mesa. Zapytałam również Piotra Szmidta o nową płytę, różniącą się od poprzednich. Nie ukrywam, że byłam zmieszana, kiedy w odpowiedzi zadał mi pytanie „jakie różnice dostrzegasz?”. Lekko się zmieszałam, więc Typ wyjaśnił mi: „chodzi o to żeby nie nagrywać takich samych płyt, bo to przynosi moim zdaniem dużo złego. Nagrywanie płyt polega na tym, żeby być w zgodzie ze sobą. Chwała słuchaczowi, który doceni ten fakt. Albo podoba mu się to, że zmieniasz się z wiekiem, doświadczeniem życiowym itd., a jeżeli nie to jest mi bardzo przykro. Jednak to nie znaczy, że miałbym się nie rozwijać. Wyobrażasz sobie rapera, który ma 19 lat siedzi na ciężarówce i zaczyna swoją karierę, albo jest jakimś murzynem z Harlemu, a potem ma 30 lat i daje ciągle ten sam kawałek? W imię czego? Żeby był wierny swojej wersji kiedy miał 18 lat? Ten człowiek już nie żyje, to dziecko w Tobie umiera, młodzież też umiera. To nie jest to samo. Możesz mieć te same poglądy, zajawki w życiu, ale nie jesteś tym samym człowiekiem„. Według mnie te słowa nie odnoszą się wyłącznie do muzyki, ale do każdego z naszych zainteresowań. W moim przypadku jest to pisanie, a dla innych będzie to np. sport, moda, fotografia. Ten Typ Mes i Stasiak pokazali, że mają szacunek do swoich fanów. Po koncercie poświęcili im mnóstwo uwagi, nie odmówili nikomu rozmowy czy zdjęcia. Zaprosili na organizowane przez siebie after party. Chcieli być bliżej fanów i to ujęło mnie w nich jeszcze bardziej. Mimo ogromnego zmęczenia po koncercie w pełni otworzyli się na ludzi, o czym muzycy (i nie tylko) często zapominają.

W dzień juwenaliów moim celem było nawiązanie luźnej rozmowy z Piotrem Szmidtem, Stasiakiem i resztą jego zespołu. Dzięki silnej woli oraz wytrwałości towarzyszących mi koleżanek, udało się. Po koncercie podeszłam do Typa. Siedząc obok niego, wymieniając kilka zdań co jakiś czas czekałam, aż będzie miał wolną chwilę i udzieli mi krótkiego wywiadu. Trwało to chwilę, ale udało się, dzięki cierpliwości mogłam napisać ten reportaż. Wam radzę to samo – uparcie dążcie do wyznaczonego sobie celu i NIGDY się nie poddawajcie.