Słowo na niedzielę:

Czy w Polsce prawo kanoniczne jest ponad prawem państwowym? Czy wystąpienie z polskiego Kościoła Katolickiego jest możliwe? Dlaczego tak niewielu z nas się na nie decyduje?

Rzeczpospolita Katolicka

Profesor Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Newsweekiem powiedział, że  nie poddałby się apostazji, bo odcinając się od Kościoła za pomocą kościelnych rytuałów, przyznałby tej instytucji prawo do decydowania o swoim losie. Zabawne jak wiele osób, zdeklarowanych ateistów, podziela ten pogląd, oburzając się na wszelkie przejawy kościelnej władzy w Polsce. Według danych GUS (za ISKK) w Polsce żyje około 95% katolików i choć liczba osób regularnie chodzących do kościoła spada w całym kraju, to wciąż jest to przytłaczająca większość. 95 proc. to mocny argument, którego Kościół używa, przyznając sobie prawo do decydowania o naszym losie.

Mamy więc w Polsce kolejny aktywny „ruch oburzonych”. Oburzających się na spotkaniach rodzinnych i przy piwie z przyjaciółmi, na fejsbuku, twitterze i blogach osobistych, oburzających się głośno na kolejne projekty ustaw pod dyktando Kościoła, na pieniądze [1,65 mld złotych rocznie], które Państwo wykłada na lekcje religii w szkołach, na obecność hierarchów kościelnych na państwowych uroczystościach itd. i wciąż figurujących w Kościelnych statystykach.

W 2012 roku Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego opublikował dane dotyczące liczby osób, które dokonały w Polsce apostazji w 2010 roku. Było ich łącznie 459. To ostatnie zebrane na ten temat dane, co podkreśla tylko jak marginalne jest to dla Kościoła zjawisko. Można mieć oczywiście sporo zastrzeżeń do metodologii, ale takie są liczby. Aktualnych danych dotyczących apostazji nie znajdziemy w archiwach diecezjalnych, choć w każdej parafii powinna istnieć Parafialna Księga Wystąpień z Kościoła. Większość parafii nie prowadzi takich ksiąg, bo nie ma takiej potrzeby. Nie ma wystąpień.

Apostazja bez konsekwencji

Argument prof. Mikołejki przez wiele lat był uzasadniony. W 2008 roku została ogłoszona przez Konferencję Episkopatu Polski nowa instrukcja dotycząca procedury wystąpienia z Kościoła.

W  miejsce oświadczenia woli wprowadzono dodatkowo znacznie utrudniający procedurę wymóg powołania dwóch pełnoletnich świadków, tym samym łamiąc art.53 par. 1 i 2 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej mówiące o tym, że „każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii”, a „wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru (…)”. Potencjalny apostata miał do wyboru: całkowicie odciąć się od Kościoła, pozostając jednak w kościelnych rejestrach lub z pokorą zgodzić się na warunki podyktowane przez Kościół, aczkolwiek całkowicie bezprawne i zrezygnować z członkostwa. Warto podkreślić, że ogłoszona przez KEP w 2008 roku instrukcja nie została zatwierdzona przez Stolicę Apostolską, nie została również formalnie przyjęta przez większość polskich diecezji. W efekcie kanoniczna apostazja dokonywana według nowej instrukcji w diecezji, która formalnie jej nie przyjęła, nie niosła ze sobą kanonicznych konsekwencji. Fakt ten został ujawniony w tekście, który pojawił się w październiku 2010 roku na portalu Wystap.pl. W jednej chwili kilkuset apostatów uświadomiło sobie, że dokonana przez nich formalna procedura apostazji jest w świetle prawa kanonicznego nieważna, gdyż nowa instrukcja KEP formalnym aktem została przyjęta jedynie przez Biskupa Łomżyńskiego. W konsekwencji wprowadzone w 2008 roku „Zasady postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła” okazały się bezprawne nie tylko w świetle prawa państwowego, ale również w świetle prawa kanonicznego.

Prawo kanoniczne jest ponad prawem państwowym

Kolejne możliwe rozwiązanie, w Polsce żmudne i czasochłonne, to tzw. wystąpienie po włosku – świecki sposób na wystąpienie z Kościoła z pomocą Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Niemal po 20 latach zdeklarowanego ateizmu sama postanowiłam złożyć skargę do GIODO, „zachęcona” słowami ks. Adama Modlińskiego, proboszcza Parafii św. Mikołaja w Kaliszu, który na moje pytanie, czy sprzeczny z Konstytucją wymóg przyprowadzenia ze sobą dwóch świadków jest jedyną drogą wystąpienia z Kościoła, odparł: „Drogie dziecko (sic!), prawo kanoniczne jest ponad prawem państwowym”.  Zagotowało się.

Rozpoczęta przeze mnie procedura toczyła się równolegle do kilkudziesięciu innych skarg wniesionych do GIODO przez oburzonych jawnym łamaniem prawa dotyczącego ochrony danych osobowych. Wiele tych historii można znaleźć w Internecie. W moim przypadku jedna z ostatnich decyzji WSA co prawda podtrzymywała decyzję GIODO nakazującą uaktualnienie danych osobowych zgodnie z moim oświadczeniem woli, ale wstrzymywała jej wykonanie. W uzasadnieniu wyroku sędzia WSA  Danuta Kania napisała: „(…) Wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji uzasadnia przede wszystkim okoliczność, iż w księgach parafialnych, takich jak księga ochrzczonych, nie ma możliwości nanoszenia poprawek i skreśleń, a ewentualne usunięcie naniesionej adnotacji będzie możliwe jedynie poprzez przepisanie całej księgi. Ta czynność bez wątpienia wiązałaby się z ogromnym nakładem pracy (…)”.

Paradoksalnie ta sama czynność umieszczenia adnotacji o dokonanej apostazji w księdze chrztu jest możliwa, jeśli apostazja dokonana jest zgodnie z wytycznymi Kościoła.

Po kilku miesiącach odbyła się jednak kolejna rozprawa – proboszcz parafii pw. Św. Mikołaja zaskarżył decyzję GIODO. Sąd w składzie: Andrzej Kołodziej, Andrzej Góra i Danuta Kania, tym razem uchylił zaskarżoną decyzję oraz zasądził od GIODO na rzecz Proboszcza kwotę 457 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.  W uzasadnieniu, które liczy 13 stron, możemy przeczytać między innymi:

„Zgodnie z przepisem art. 25 ust. 3 Konstytucji, stosunki między Państwem a Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, lecz również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

02

Z regulacji tych wynika w szczególności, że określenie przesłanek nabycia przynależności (wiernego) do Kościoła, faktycznych i prawnych skutków tego faktu oraz utraty przynależności („wystąpienia” w różnych postaciach normowanych przez prawo kanoniczne), pozostaje wewnętrzną sprawą Kościoła, wolną od reglamentacji prawnej ze strony państwa. Stanowisko to potwierdzają pośrednio także przepisy Ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania (Dz.U. Z 2005r. Nr 231, poz 1965 ze zm.). Obligują one do tego, aby określenie sposobu nabywania i utraty członkostwa w grupie religijnej, która ma być wpisana do rejestru Kościołów i innych związków wyznaniowych, zostało dokonane w statucie tej grupy (art.32 ust.2 pkt 8), a więc w sposób niezależny od jakichkolwiek władz państwowych.

W większości prowadzonych w tej sprawie rozpraw polski sąd zasłania się konkordatem. Podejmuje decyzje, w świetle których prawo obywateli do nienależenia do organizacji, do której w większości sami dobrowolnie nie wstąpili, jest nieważne. Myli tym samym przepisy dotyczące nabywania i utraty członkostwa z prawem do wystąpienia zgodnie z oświadczeniem woli, tym samym uprawomocniając słowa proboszcza Parafii św. Mikołaja w Kaliszu: „Prawo kanoniczne jest ponad prawem państwowym”.

Zjawisko marginalne?

19 lutego br. wszedł w życie Dekret Ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła, zmieniający zasady dokonywania apostazji. Wystarczy  podpisane w obecności proboszcza miejsca zamieszkania oświadczenie woli. W zamian otrzymujemy odpis aktu chrztu z adnotacją o apostazji. Adnotacja zostaje naniesiona również w księdze chrztu. Taka procedura jest możliwa do zaakceptowania i nie odbiega od procedur wystąpień z innych organizacji. Wciąż jednak to Kościół dyktuje warunki.

Czy to nas zmobilizuje?

Kościół jest zdania, że apostazja to zjawisko marginalne, a więcej osób decyduje się na wstąpienie do Kościoła niż jego opuszczenie. Jak podkreśla ks. Zbigniew Tracz, rzecznik archidiecezji łódzkiej, tylko w ubiegłym roku ochrzczono 19 dorosłych, a rok wcześniej – 15″  Dziennik Łódzki