Drzewa będą wycinane, ale dwa razy tyle zostanie dosadzonych, ma być zdecydowanie więcej trawy i wody oraz roślinności cieszącej oko cały rok – takie postulaty znalazły się w koncepcji rewitalizacji Plantów Miejskich, popularnej Babinki.

Projekt Babinka

Tłumów pewnie nikt się nie spodziewał, choć też nikt nie zabroni marzyć. Na spacer Babinką przygotowany przez miejskie Biura Rewitalizacji przyszło kilkanaście osób, w tym „pewniacy” – liderzy miejskich aktywistów, którzy są zawsze i wszędzie. Jeden z nich, jak zwykle, przyjechał na rowerze. Początek trasy wyznaczono przy pomniku Asnyka. Podobna przechadzka nazywa się „badawczą”, bo ma służyć rozpoznaniu naszych, tj. mieszkańców, oczekiwań i wyobrażeń na zadany temat. Uwagi skrzętnie zbierali na dyktafon reprezentanci ratusza Izabela Grześkiewicz, kierowniczka BR oraz Krzysztof Ziental, plastyk miejski. Najbardziej obleganą osobą był projektant, Jacek Grabarczyk z konińskiej firmy Trans-Gaj, która przygotowała koncepcję zagospodarowania Plantów Miejskich w Kaliszu. Projekt obejmuje jedynie zieleń i nie zmienia zastanego układu komunikacyjnego. – Ze względu na swoje usytuowanie planty kaliskie to teren wspaniały, newralgiczny, intensywnie użytkowany. Jest się czym zajmować i jest się kim zajmować – zapewnił Grabarczyk, zwracając uwagę na spacerowiczów oraz mieszkańców okolic.

W uparcie zimną sobotę tej wiosny przechodniów było zdecydowanie mniej niż samochodów żelaznym kordonem otaczającym planty ze wszystkich stron. Co tam, niektórzy – bo to przecież szał przedświątecznych zakupów – wjechali nawet na planty. Bo jak tu jest na co dzień, wszyscy wiemy. Ma być zielono, ale jest szaro, ma być radośnie, a przynajmniej miło, ale jakiś smętek nie chce stąd odejść. Czy winna jest dramatyczna historia tego miejsca, czy winni są mieszkańcy ze swoimi przyzwyczajeniami (nieposprzątane psie kupy, wydeptane ścieżki między krzakami, etc.), czy może kolejni gospodarze miasta, którzy przez lata nie mogą sobie poradzić z rewitalizacją Kalisza? Chociaż… opinie bywają diametralnie różne. – Właściwie, jak tak się przyjrzeć, to co tu zmieniać – zastanawia się kaliszanin, który już od ponad 20 lat wychodzi na planty ze swoimi kolejnymi czworonogami.

Od Asnyka

Zaproponowany porządek – najpierw spacer i postulaty mieszkańców, potem zapoznanie z koncepcją – ludzie szybko odwrócili; papierowy rulon w ręku projektanta z Konina wyglądał zbyt kusząco. Wizję rozwinięto u stóp czwartego wieszcza, na brzegu niezgrabnego podestu pomnika. Dzięki temu, że grupa widzów była niewielka, każdy znalazł skrawek dla siebie, żeby popatrzeć na wizualizację. W nowej koncepcji podest-zawalidroga ma zniknąć, a sam monument zostanie przesunięty ku środkowi i osadzony na schodkowym postumencie. – Rozgraniczamy wyraźnie charakter placu, na którym obecnie się znajdujemy i pas zieleni - tłumaczył projektant, dokładnie omawiając organizację fragmentu zieleni wokół pomnika. Zmiany mają otworzyć widok na planty i zachęcić do spacerowania.

Najogólniej, wizja zakłada rozgraniczenie funkcji komunikacyjnej (przechodnie) od wypoczynkowej (ławeczki w zatoczkach), odgrodzenie piętrowo komponowaną zielenią – o tyle, o ile jest to możliwe – od hałasu ulicy i likwidację nasadzeń, które optycznie zwężają planty (np. linie krzewów wzdłuż obrzeży chodników).

A po czym będziemy chodzić? Nawierzchnia, w tej chwili w wielu miejscach zapadnięta lub przeciwnie – wybrzuszona, ma zostać wyłożona ciętą niefazowaną kostką. – Dlaczego nie wprowadza pan płyt chodnikowych? – ktoś ostro pytał. – Koncepcja powstała w oparciu o wytyczne pani konserwator zabytków - odpowiadał projektant. – Przecież tędy płynęła rzeka – przytomnie ripostowała grupa. Ale obok ulice były wyłożone brukiem, a wiele chodników w okresie międzywojennym wykładano betonowymi płytami chodnikowymi.

Cięcie

Poza cząstkowymi rozwiązaniami uczestnicy miejskiej wycieczki najżywiej byli jednak zainteresowani rozmową nt. zieleni, dopytywano się o poszczególne drzewa i krzewy. – Tamto chce pan wyciąć? Bo chore? Ale mnie się podoba. Czy nie można go uratować? – zastanawiali się kaliszanie, patrząc na rosochate drzewo. Do wycinki zaklasyfikowano gatunki inwazyjne i obce, co oznacza, że większość samosiejek klonów jesionolistnych i rabini akacjowych (popularne akacje) zniknęłoby z tego krajobrazu. W sumie byłoby to ok. 70-80 drzew, tj. według szacunków projektanta, jedna dziesiąta z istniejącego drzewostanu. – Ale dwa razy tyle drzew dosadzimy – mówił. – Planujemy posadzenie gatunków 4-5-metrowych, aby swoimi koronami nie odbierały światła mieszkańcom okolicznych kamienic.

Zieleni mają bronić chodniki biegnące bezpośrednio przy parkingach, ułatwiające wygodne wychodzenie z auta. Zaprojektowano także podziemne nawodnienie.

Będzie, albo nie

Pani w różowym szaliku karmi gołębie; latają tutaj całymi chmarami. Są żarłoczne, ale też przyzwyczajone do codziennego rytuały rzucania kromek. Jeden z nich paraduje w „kołnierzu” ze skórki na szyi; nie wygląda, żeby cokolwiek mu przeszkadzało, z zachłannością rzuca się na okruszki. – Niech pani przestanie, bo zapłaci pani mandat za zaśmiecanie okolicy – starszy człowiek jest wyraźnie zirytowany. Scena powtarza się codzienne. A gołębie chodzą i dzióbią, trawę też. Powoli teren zamienia się w klepisko.

Kiedy zaczyna się ta historia? W średniowieczu teren zajmowała fosa miejska, która na początku XIX w. stała się nadrzeczną ulicą. Do II wojny światowej płynęła tędy Babinka, według najbardziej rozpowszechnionej opinii, odnoga Prosny. Przez nurt przerzucono cztery mosty. Na starych widokówkach przeprawy wydają się bajkowe. Rzeczywistość drobnych sklepikarzy i rzemieślników, którzy prowadzili swoje zakładziki w wynajmowanych pomieszczeniach kamienic nad rzeczką, była jednak zwyczajna, raczej biedna niż bogata. W 1941 lub rok później hitlerowcy zasypali Babinkę, wrzucając do kanału książki z kaliskich bibliotek i utensylia z pobliskiej synagogi. Planty mają 2 km i kiedyś prowadziły do żydowskiej dzielnicy miasta. Nad Babinką nadal mieszkają ludzie, którzy pamiętają tamten świat. Są także drzewa jak fantastyczny 300-letni dąb stojący blisko Piskorzewskiej i byłej ochronki dla żydowskich dzieci. Dlatego planty nigdy nie będę tylko zwyczajnym pasem zieleni. O przeszłości przypomina również pomnik książki autorstwa Władysława Kościelniaka i Andrzeja Niekrasza, ustawiony blisko dawnego mostu z ul. Kanonickiej.

Dzisiaj Babinka jest poczekalnią, ani żywą, ani umarłą, trwającą w oczekiwaniu, hmmm, na dobrą zmianę. Czy dla plantów ona nadchodzi? Na razie nikt nie mówi o kosztach planowanego przedsięwzięcia, wiadomo tylko jedno – miasto samo tego nie udźwignie. – Do końca kwietnia czekamy na projekt z kosztorysem, będzie on dołączony do wniosku o dofinansowanie, który musimy złożyć do końca czerwca - tłumaczy Krzysztof Ziental. Pieniądze mają pochodzić ze środków unijnych (Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko, więcej: http://www.pois.gov.pl/). Czas między zamknięciem projektu a złożeniem wniosku wykorzystano na konsultacje społeczne.

 

W imieniu grupy z warsztatu reportażu literackiego „Obywatele Mają Głos”

Anna Tabaka