Nigdy nie byłem jakoś bardzo wierzący. Kiedy byłem mały, moi rodzice próbowali wychować mnie na ,,wzorowego obywatela”. Ciągnęli mnie do kościoła co niedziela, bo tak wypadało, bo tak robiła każda porządna rodzina… – opowiada Damian, który nie został księdzem.

„Porządna rodzina”? Daleko nam było do ideału. Ojciec pił, klasyk, mama była bardzo pasywna i zastraszona, więc kiedy podnosił rękę nie protestowała. Dostawało mi się często, za drobnostki, właściwie to tylko dlatego, że lubił zaglądać do kieliszka. Problemów się namnażało. Mniej więcej w drugiej klasie gimnazjum przechodziłem swój najgorszy okres: ojciec alkoholik, brak prawdziwych przyjaciół, osób, z którymi można porozmawiać, no i najlepsze… Zmaganie się z własną seksualnością. Byłem kompletnie zagubiony, tak bardzo jak tylko czternastolatek, bez żadnego wsparcia może być zagubiony. Potrzebowałem bliskości i, o dziwo, w pewnym momencie ją znalazłem.

Spotkanie

Kilka lat temu do mojego miasta przyjechał obraz Matki Bożej Częstochowskiej. W tym samym czasie do naszej parafii został skierowany nowy ksiądz; zaczął mnie uczyć religii.

Pamiętam, że wszystkich gorąco namawiał, żeby przyszli czuwać przy obrazie, mówił, że takie spotkanie zdarza się raz na pięćdziesiąt lat. Poszedłem, właściwie nie wiem dlaczego, nie chciało mi się. Może rzadkość tego wydarzenia była dla mnie tak fascynująca, nie mam pojęcia. Co istotne, moja mama w tym czasie była raczej antykościelna.

44

Byłem tam. Odbyły się wszystkie obrzędy, ogłoszono też, że o godzinie 21 odbędzie się czuwanie przy obrazie, coś mnie tknęło… Znowu poszedłem. Podszedłem pod sam obraz i wtedy nie wiem jak, nie wiem skąd i dlaczego popłynął mi strumień łez. Klęczałem przy Matce Bożej trzy i pół godziny, nie ruszałem się stamtąd i cały czas płakałem. Wtedy coś się we mnie zmieniło. Uczestniczyłem w całej peregrynacji obrazu. Chodziłem do kościoła  nawet o północy na czuwania. Moja mama nie mogąc uwierzyć, że robię to z własnej woli, zaproponowała, że napisze mi zwolnienie z religii, ale ja tego chciałem.

55

Jak ojciec

Nie wiedząc, co się ze mną dzieje i dlaczego zaszła taka zmiana, zwróciłem się do nowego księdza. Zaczęliśmy  dużo ze sobą rozmawiać. O Bogu, religii, o ludziach, o mnie, o nim, jednym słowem o wszystkim. Staliśmy się przyjaciółmi. Myślę, że próbowałem szukać w nim ojca, kogoś odpowiedzialnego, kogoś kto nie pije alkoholu, kogoś, kto mnie zrozumie i poprowadzi.

Ksiądz Piotr bardzo mnie wspierał, zaczęliśmy się spotykać codziennie po szkole. Nie uszło to uwadze rówieśników, ale nie przejmowałem się tym. Piotr był moją drogą – tak wtedy myślałem. Spotykaliśmy się u niego w mieszkaniu, modliliśmy się, rozmawialiśmy, nasza relacja była bardzo czysta. Dosłownie jak kochający ojciec z synem. Potrafiłem z nim rozmawiać o wszystkim, nasza przyjaźń trwała cztery lata. Dzięki niemu zobaczyłem kawałek Polski, jeździliśmy razem na pielgrzymki, na różne organizowane przez Kościół zjazdy, poznawałem wspaniałych, wartościowych ludzi. Byliśmy razem nawet we Włoszech; zabrał mnie, żebym zobaczył Rzym i Watykan. To była moja pierwsza zagraniczna podróż, którą przeżyłem dzięki niemu. Moi rodzice wiedzieli o wszystkim, mama znała księdza  i była o mnie spokojna. Nic nigdy nie wzbudziło mojego, ani jej niepokoju

Powołanie

Kiedy miałem 16 lat postanowiłem, że wstąpię do seminarium. Piotr bardzo mnie w tym postanowieniu wspierał. Absolutnie nie popychał, powiedział tylko, że jeśli ja to czuję, to on jest ze mną i mogę liczyć na jego pomoc. Czułem to, trzy razy byłem na odosobnieniu. Pojechałem do seminarium. Nie miałem telefonu, komputera, byłem odcięty od świata. Dzień w seminarium ma swój ściśle określony rytm, nie ma czasu na nic nierobienie. Umocniło mnie to w moim wyborze, odnajdywałem siebie. Coraz mocniej utwierdzałem się w przekonaniu, że chcę zostać w Kościele. Byłem pewien, że chciałem zostać księdzem. Chciałem być jak Piotr, takim wspaniałym człowiekiem.

22

Znajomi myśleli, że zwariowałem, mama nie miała nic przeciwko mojemu postępowaniu. Dawni koledzy szydzili ze mnie i mojej znajomości z Piotrem, która się umacniała. Po czterech latach przyjaźni pierwszy raz wypiliśmy razem alkohol. Zdałem prawo jazdy, stwierdził, że musimy to oblać. Przed moimi osiemnastymi urodzinami, nie chciał nawet o tym słyszeć. Pojechałem do niego, byłem pewien, że będzie jak zawsze. Kiedy wyjeżdżaliśmy za granicę, mieszkaliśmy razem w hotelowych pokojach, żadnych podtekstów i niejasnych sytuacji.

Wina i kara?

Tego feralnego dnia zjawiłem się u niego wieczorem i poszedł do kuchni zrobić drinki. Pamiętam, że obudziłem się rozebrany około 2 w nocy. Założyłem szybko ubrania i wybiegłem z jego mieszkania bez butów. Krzyczał za mną i przepraszał , ale byłem w takim szoku, że nawet tego nie słuchałem. Zadzwoniłem do mamy,  myślała, że ktoś mnie pobił, nie wiedziała, co się dzieje.

Najciekawsze w tym wszystkim są konsekwencje, konsekwencje których nikt nie poniósł. Pomimo dowodów w postaci esemesów, które  po zdarzeniu wysyłał do mnie z przeprosinami, wyników badań na obecność środków odurzających oraz moich zeznań sprawa została umorzona. Piotr na pół roku został przeniesiony do innej parafii. Tak się zakończyła moja przygoda z Kościołem.

11

Więcej o sprawie tutaj