Łyżka Mleka czyli rzecz o niejedzeniu mleka łyżką

Horatiu Curutiu

To była jesień 2011. Kalisz. Targi Książek w Parku Miejskim. A ja pamiętam tylko tyle, że patrząc na rozłożone po stołach ulotki powiedziałam:

– Przecież mleka nie jada się łyżką.

Pomyliłam czasownik pić z jeść. Zdarza się.

– Może to jakaś reklama płatków śniadaniowych – kobieta stojąca przede mną wzruszyła ramionami i poszła dalej. Ja zostałam.

To było moje pierwsze zetknięcie ze Stowarzyszeniem Promocji Sztuki Łyżka Mleka. Wtedy: wybierając książki doczytałam tylko drugi człon, ale przemądry Internet poinformował mnie, że nie chodzi o przemysł żywieniowy lecz promocyjno-artystyczny. Oraz organizacyjny.

I tak, zaciekawiona i zdziwiona, że w tym naszym Kaliszu może się coś ciekawego wydarzyć pojawiłam się na spotkaniu z Beatą Patrycja-Klary organizowanym właśnie przez Łyżkę. Spotkanie odbywało się w kawiarni Anabell. Była dwójka prowadzących, mnóstwo ulotek z próbką twórczości autorki i bardzo smaczna kawa. Poduszki porozkładane na kanapach i zapachowe świeczki. Spotkanie należało do cyklu – kontynuowanego zresztą do dziś – Zwiersz się z nami pod wieczór a którego gośćmi było już wielu znakomitych autorów.

Dowiedziałam się, że organizacja to skupieni wokół jednego celu ludzie. Tym celem jest organizowanie artystycznej przestrzeni w szeroko rozumianym tego słowa znaczeniu. Literatura, muzyka, film, fotografia. Formalnie istnieją od listopada 2010. I od tego czasu zdążyli już sporo namieszać.

Założycielkami są dwie wiercipięty (określenie Leszka Żulińskiego) – Izabela Fietkiewicz-Paszek i Teresa Rudowicz (pseudonim Anety Kolańczyk). Poetki. Na czele Stowarzyszenia stoją członkowie zarządu z prezesem w osobie Beaty Katarzyny Dąbrowskiej. Ale Łyżka to nie tylko zadeklarowani członkowie (na dzień dzisiejszy 38 osób), ale też uczniowie z Zespołu Szkół Techniczno-Elektronicznych na Majkowie współtworzący gazetę internetową Hyde Park oraz rzesza osób, która jeszcze nie zdążyła przysłać dokumentów lub których dokumenty zaginęły w tajemniczy sposób w czasie transportu Pocztą Polską. To też się zdarza. Zdarzało.

I tak sobie żyją ci formalni i nieformalni członkowie. Żyją, myślą, piją kawę lub herbatę. Wpadają na różne pomysły.

Czasami są to pomysły genialne w swojej prostocie. Jednym z nich jest głośne, publiczne czytanie w dniu debiutu, urodzin lub śmierci artysty – jego wierszy lub prozy. Zaczęło się w Gorzowie Wielkopolskim – bohaterem był Zbigniew Herbert, potem przyszła kolej na Mickiewicza, następnie Hłaskę. Do tej pory w Kaliszu odczytano między innymi Iwaszkiewicza, Grochowiaka, Leśmiana i Wojaczka. W grudniu bohaterem ma być Gałczyński.  Głośne czytanie od Łyżki ściągnęły inne miasta. Brzmi pięknie? Bo takie jest.

Stowarzyszenie skupia się przede wszystkim na promowaniu kultury lokalnej. Kalisz to miasto wbrew pozorom ukulturalnione, wyrosłe na tradycji literackiej. Pojawiają się na stronie Stowarzyszenia głosy o pisarzach kaliskich – głosy mające ich unieśmiertelnić. I to nie tylko te mówiące o Dąbrowskiej, Asnyku czy Abramowiczu, ale też o tych mniej znanych – Pniewskim, Wyganowskim czy Karczewskiej. Raz do roku Łyżka organizuje ogólnopolski festiwal poświęcony właśnie Wandzie Karczewskiej – barwnej – zapomnianej już postaci, choć od jej śmierci minęło zaledwie kilkanaście lat. Zjeżdżają się na niego ludzie z całej Polski a wydarzeniu towarzyszą corocznie konkursy (między innymi Turniej Jednego Wiersza).

Prócz tego Łyżka jest pomysłodawcą oraz głównym organizatorem spotkań Literacki Rekonesans (czyli przed debiutem wystąp) – cyklu imprez na których młodzi mogą prezentować swoje prace. wręcz elitarnych – bo wraz z organizatorami i gwiazdą nie bierze w nich udziału więcej niż piętnaście osób. Ale to nic, to bardziej komentarz w sprawie tych co mówią, że nic się nie dzieje a jak już się dzieje – to nie przychodzą. Tak chyba jest wszędzie.

Są też spotkania z autorami. Spotkania bez konkretnej nazwy odbywające się w Sali studio CKIS-u. Była Hanna Krall, był Wiesław Myśliwski. Dwie najważniejsze postacie, które odwiedziły najstarsze miasto w Polsce w ciągu ostatnich kilku lat.

Łyżka to jednak nie tylko organizacja i tworzenie sztuki. To też patronaty medialne, których znakiem rozpoznawczym jest szyld wywieszany na ścianach różnorakich imprez lub logo drukowane na plakatach i książkach. Najważniejszy to chyba ArtPubLiteratura, który ma ocalić pamięć. Pamięć o nieżyjących poetach. Nie tylko w postaci wierszy, esejów czy notek biograficznych ale też portretów wrażeniowych inspirowanych zachowanymi zdjęciami lub portretami. Do tej pory stworzono już wrażeniowe Stefana Napieralskiego, Jana Rumla, Arnolda Słuckiego, Zuzanny Glinczanke, Melanie Fogelbaum, Janusza Żernickiego, Andrzeja Babińskiego, Stanisława „Swena” Czachorowskiego. Wymieniam w jednym ciągu, choć brzmi to nieco szkolnie i banalnie – ale wymieniam żeby przyłożyć swoją cegiełkę do odzapomnienia. Zapomnienia niesłusznego i niezrozumiałego.

Tylko tyle i aż tyle, bo nie powiedziałam jeszcze o Tyglu Literackim ani o Rozmark Caffee ani o wielu innych rzeczach o których wspomnieć wypada. I nie powiem. Przewidziana strona dla mojego tekstu właśnie się skończyła. I bez niego Łyżka Mleka ma się dobrze – chcesz wiedzieć coś więcej – użyj wyszukiwarki, chcesz wziąć udział w jakimś wydarzeniu – przyjdź. Warto.