Grudniowe szaleństwo

fot. Kevin Dooley (CC)

Dziś, kiedy mogę już spokojnie usiąść i z perspektywy zacząć komentować cały ten świąteczny i sylwestrowy szał, widzę, jak jest to wszystko nie tyle co zabawne, ale smutne.
Święta kojarzą mi się z czasem spędzonym z rodziną przy ubieraniu choinki, wspólnym lepieniu pierogów, kolacji Wigilijnej podczas której każdy jest życzliwy, a rodzina ma okazję się spotkać. Bez hałasu, biegania, lamentu.
Rzeczywistość jednak trochę odbiega od wizji. Święta w sklepach zaczynają się już w okolicach listopada, kiedy znikają znicze i kwiaty na Wszystkich Świętych. Powoli do naszych uszu docierają świąteczne piosenki w tym tak bardzo nieśmiertelne hity jak ‘Last christmas’ czy ‘ All I want for christmas is you’ . W marketach tysiące propozycji na prezenty: dla dziewczynki, dla chłopca, dla niej, dla niego, dla babci, dla dziadka, taty, mamy, cioci, wujka, psa, kota, sąsiada. Zarówno wybór jest ogromny jak i przekrój cenowy. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla każdego. Pochłaniające mnóstwo energii światełka, zwłaszcza w galeriach handlowych i centrum miasta również są nieodłącznym elementem każdego Bożego Narodzenia. Ludzie prześcigają się w tym, kto będzie miał lepiej ubraną choinkę, więcej światełek, droższe prezenty, lepsze pierogi, smaczniejszy kompot. Zapomina się, co się tak właściwie świętuje. Więc święta obchodzą wszyscy – wierzący, niewierzący czy tak popularni wierzący, ale niepraktykujący. Nieważny jest już ten Jezusek w szopce, ważna jest szopka, jej okazałość. Kościoły mają różne propozycje, od szopki na dworze przez te ze zwierzętami po te, które są proste i pospolite. Wszyscy spotykają się przy stole, udając zżytą ze sobą rodzinę ze sztucznym uśmiechem i kolędami w tle. Łamią się opłatkiem, składając sobie życzenia lub wymieniając często oczekiwania wobec danej osoby, tylko po to, by wszystko wyglądało tak sielankowo. Dzieci nie mogą się doczekać oczywiście prezentów, bo przecież nowy laptop czy tablet to nie lada gratka dla dziecka, które dopiero zaczyna chodzić. Drogie tory, klocki, lalki coraz mniej przypominające ludzi, samochody, gadżety z ulubionej bajki czy serialu, pieniądze, bo trzeba pokazać, że przecież nas stać. Weźmy pożyczkę na święta, ale prezenty niech będą dobre!
A co z wędrowcem? Ile osób tak naprawdę podczas szykowania dodatkowego nakrycia liczy się z tym, że naprawdę pojawić się może potrzebujący ? Ile osób przyjęłoby taką osobę, a ile czystym sumieniem wymówiłoby się już i tak zbyt dużą liczbą osób przy stole?
Co z samotnymi osobami? Czy ludzie nie zapominają o takich osobach? Przecież one są, czy to sąsiadka czy stara zdziwaczała ciotka.
Po kolacji czas na pasterkę. Pasterka? HA! Kościół przypomina mi wtedy trochę sypialnię a trochę izbę wytrzeźwień. Wchodząc tam, czuje się unoszący w powietrzu odór ‘lampki wina‘ do kolacji czy ‘jednego małego’ ze szwagrem. Jedni weselsi od drugich, tacy uradowani, że świętują narodziny Chrystusa. Część śpi, część trzeźwieje, jedni się modlą, inni robią przegląd osób, co by można było skomentować z sąsiadką, co ciekawego się w tym kościele działo.
I w końcu! Przetrwaliśmy, teraz tylko odgrzewać przez kilka kolejnych dni potrawy, bo jest ich tyle, że zaraz zaczną się psuć. Możemy być dumni, że tacy z nas chrześcijanie i obchodzimy te święta, można odpocząć, nie ma pracy i można przygotować się do tak wyczekiwanego sylwestra.

Sylwester. Wieczór przed którym ludzie w amoku wykupują hektolitry wszelakich alkoholi, napoi, kilogramy przekąsek. Panie kupują sukienki, panowie kupują muszki pod kolor sukienek. Wybór na spędzenie tego wieczoru jest duży. Na sali, a jeśli tak, to jakiej, gdzie, która bardziej opłacalna i z kim. Jeśli w domu, to kogo zaprosić, co postawić. Wysyp propozycji stroju, fryzury, makijażu, przekąsek, drinków. Ostatecznie kończy się to i tak urżnięciem się jednego z gości, więc nastrój często się psuje, ale co tam, bawimy się!
1 stycznia to dzień zbiorowego kaca. Leży się i choruje albo się leczy popularnymi środkami, takimi jak tzw. ‘klin klinem’. Wszyscy zadowoleni.

I tak kończą się nasze przerwy świąteczne i urlopy, by móc powrócić do pracy/szkoły i pochwalić się prezentami, tym, ile wypiliśmy, czy co ktoś głupiego zrobił na imprezie.

Ale czy o to w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?