fot. Petras Gagilas (CC)

„Pierwszego papierosa zapaliłam dość niedawno, 27 września 2013 roku na urodzinach mojego przyjaciela. Wcześniej byłam zagorzałą przeciwniczką wszelkich używek i brzydziłam się zapachu dymu papierosowego (teraz też, lecz trochę mniej). Jednak z czasem zaczęłam chodzić na imprezy, był tam alkohol i wszyscy palili. Z każdą imprezą coraz bardziej przekonywałam się do tego, że mogę zapalić, bo w końcu nie jestem lamusem, nie boję się przekroczyć granicy, która jeszcze do niedawna była dla mnie świętością. Bałam się opinii moich znajomych, że jestem tchórzem. Często się mnie pytali, czy na pewno nie chcę spróbować. Pierwszym zapalonym przeze mnie papierosem był bodajże mentolowy malboro. Pomimo tego, że ma łagodniejszy smak niż te zwykłe nie przekonałam się, bo zaczęłam się dusić. Pomyślałam, że nigdy już nie zapalę. Jednak długo z tym postanowieniem nie wytrzymałam i zaczęłam palić na każdej imprezie. Nieważne jakie – czekoladowe, waniliowe, slimy, supermocne. Ważne, żeby poczuć dym w płucach. Był on dla mnie wyrazem buntu. Robienie czegoś zakazanego na początku zawsze dostarcza adrenaliny. Z czasem jednak stało się to rutyną. Nie wyobrażam sobie imprezy bez kilku wypalonych papierosów, ale też nie uważam, że jestem uzależniona. Mogę palić codziennie, ale tygodniowa przerwa nie robi mi różnicy. Lubię palić w towarzystwie, przy papierosie zawsze dobrze rozmawia mi się z innymi. Palenie w samotności to nie to samo. Dlaczego uważam, że nie jestem uzależniona? Chyba dlatego, że przeszkadza mi jak ktoś pali w moim towarzystwie, a ja nie. Denerwuje mnie typowy zapach palacza. Tak, jestem hipokrytką, wiem o tym doskonale.” – taką historię usłyszałam od 17-letniej dziewczyny, która dla mnie wydawała sie być idealnym przykładem ucznia. Mądra, uprzejma, życzliwa, ułożona, nie widziałam w niej żadnej wady. Teoretycznie nadal nie widzę, ale to co mi opowiedziała wywołało u mnie duże zdziwienie.

Uzależnienie to silna potrzeba zażywania jakiejś substancji. Można być uzależnionym od papierosów, narkotyków, alkoholu, seksu czy leków. Coraz więcej nastolatków jest uzależnionych od gier, od jedzenia czy nawet sportu. Ja jednak chciałabym poruszyć temat palenia papierosów przez osoby nieletnie. Uważam, że jest on wciąż „na topie”. Z moich obserwacji wynika, że coraz więcej niepełnoletnich sięga po tytoń. Nie mówię tu o poważnym uzależnieniu, ale sądzę, że bez jakiejkolwiek reakcji, częste palenie może się w nie przerodzić. Nie jestem przeciwniczką palenia, ani jego zwolenniczką i chociaż nie zgadzam się z decyzją o zapaleniu potocznego „szluga” to jednak szanuję decyzje i osoby, które się na to decydują. W końcu nie można skreślać nikogo za pewne błędy młodości czy drobne wady. Nie każdy jest doskonały. Chociaż młody ze mnie „szczyl”, sama kiedyś zapaliłam, ponieważ pokusa spróbowania była nieodparta. Skończyło się to niezbyt przyjemnie, a wraz z tym próbowanie i smakowanie papierosków. Podobnymi odczuciami podzielił się ze mną mój kolega, który stwierdził, że „palenie papierosów przez nieletnich jest głupotą. Jak każdy z nastolatków spróbowałem i stwierdziłem, że nie jest to nic nadzwyczajnego”.

Pragnę zauważyć, że teraz nie tylko gimnazjaliści czy licealiści wychodzą na fajeczkę, ale zdarza się to już w szkole podstawowej. Mnie samej kiedyś przytrafiło się spotkać dzieciaka, około 11 lat -chociaż to i tak chyba maksimum- który z wielką przyjemnością i dumą palił przy swoich kolegach (pewnie ukradzionego z kieszonki taty papierosa). Był to koniec zajęć w piątek, więc wychodząc ze szkoły nie byłam sama. Obserwując z koleżankami tą sytuację byłyśmy załamane, ale nie powstrzymałyśmy się także od śmiechu, który zachęcił chłopca do podejścia bliżej i popisu swoich możliwości. „Jedenastolatek” próbował zaciągnąć się tak mocno, że miałam wrażenie, że zaraz zabraknie mu powietrza i zacznie się dusić. Rzucając kilka wulgaryzmów i dziwnych tekstów, których nie wypada mówić tak młodemu chłopcu, odszedł. My również się rozeszłyśmy, bo nasza interwencja i zwrócenie uwagi młodocianemu nie zrobiło na nim większego wrażenia. Ku mojemu zdziwieniu, za jakiś czas, około kilku tygodni od tego zdarzenia, w Internecie zaczął krążyć ciekawy filmik. Była to bardzo podobna sytuacja. Uczeń podstawówki popisuje się przy kilku starszych chłopcach i prosi ich o „fajki”. Sytuacja ta u bohaterów filmiku wywołała śmiech, a wśród Internautów wielkie oburzenie. Wkrótce potem wideo zniknęło. Przyznam szczerze, że oglądając je miałam wrażenie, że to właśnie nasze miasto i ten sam bohater. Szybko rozwiałam moje przekonania sprawdzając miejsce zamieszkania osoby udostępniającej film. Za nic w świecie nie przypomnę sobie gdzie to było, ale na pewno daleko od Kalisza. Kolejnym potwierdzeniem tego, że już w podstawówce sięga się po papierosy jest wypowiedzieć jednego z chłopaków, który przyznał się, że „pierwszego papierosa zapalił w szóstej klasie, dodatkowo w jakimś rozpadającym się domku nad zalewem Szałe”.

Co z gimnazjalistami? Ci również sięgają po tytoń coraz częściej. Sama zresztą kiedy jeszcze chodziłam do gimnazjum widziałam kolegów, którzy „popalają”. Były to raczej robiące w tym czasie furorę e-papierosy, ale zdarzały się też zwykłe fajeczki. W szkole, na mieście, podczas wycieczki, w czasie ogniska, coś tam zawsze się pojawiało. Na całe szczęście już wtedy miałam na tyle silną wolę, że potrafiłam odmówić. Jednak niewielu jest tak asertywnych. W XXI wieku każdy chce komuś dorównać, nie być gorszym. W końcu według niektórych jak nie zapalisz to będziesz „słabiakiem” itp. Ja jednak uważam, że ujmujące nie jest sięganie po to co wszyscy i uleganie innymm, lecz wręcz przeciwnie. Jeden z moich przyjaciół popiera mnie w tym, mówiąc: „współczuję osobom, które z powodu stresu, presji otoczenia lub zawodu miłosnego w ten sposób odreagowują”.

Papierosy u licealistów są na porządku dziennym. Przekonałam się o tym idąc do szkoły średniej. Nie spodziewałam się, że może to tak wyglądać. Sądziłam raczej, że na tym etapie edukacji ludzie są mądrzejsi, dbają o swoje zdrowie, bo w końcu są starsi. Myliłam się. Idąc miastem często spotykam osoby z papierosem w ręku, z przyjemnością się zaciągające. Mnóstwo osób na imprezach też tak robi. Potwierdzeniem jest mój kolega, który uważa, że „palenie jest ogólnie złe, ponieważ szkodzi zdrowiu. Druga sprawa, że idzie na to hajs, więc ja palę tylko gdy piję (najlepiej po studencku), bo wtedy zawsze ktoś mnie poczęstuje, a ma się po tym fajną bombę”. Palenie przez uczniów szkoły średniej może być wywołane zmianą otoczenia, sposobu bycia, a przede wszystkim świadomością, że „zaraz będę dorosły, mogę pozwolić sobie na więcej”. Szkoda tylko, że prawo i zdrowie nie idą w parze z często dziecinnymi przekonaniami.

Chcąc dowiedzieć się więcej, postanowiłam wybrać się do straży miejskiej. Pewnego deszczowego poranka spotkałam osoby z tej instytucji. Ponieważ miałam dużo czasu do rozpoczęcia lekcji, chciałam z nimi chwilę porozmawiać. Bardzo miła para zaproponowała mi odwiedzenie budynku, w którym mogłabym dowiedzieć się więcej. Tak też zrobiłam. Tam odesłano mnie z numerem telefonu do osoby, która zna odpowiedzi na moje pytania. Dzwoniłam codziennie o różnych porach, przez sześć dni. Niestety mój pech sprawił, że się nie dodzwoniłam. Dlatego dzielę się tu wiedzą opartą wyłącznie na moich obserwacjach. Mam jednak miłe wspomnienia ze spotkania ze strażą miejska, która starała się mi pomóc.

„Osoby palące papierosy nieprzyjemnie pachną, mają problemy na lekcjach wf-u, dość często kaszlą” – takie cechy miłośników tytoniu zauważył jeden z moich znajomych. To są objawy, które widzimy teraz, a później? Czy liczymy się z przyszłością? Pragniemy żyć chwilą, ale czy warto by póżniej zachorować, szybko umrzeć? Ta sama osoba powiedziała mi: „Ja nie palę i palić nie będę, choćby dlatego że papierosy były głównym powodem śmierci mojego dziadka”.

Wydaje mi się, że każda osoba zanim sięgnie po papierosa powinna pomyśleć o konsekwencjach i nauczyć się odmawiać znajomym, bądź sobie tej “przyjemności”. Oby tylko śmierć bliskiej osoby nie była jedynym powodem dla którego to zrobi.