Kim jest aktor? Co czuje wcielając się w jakąś rolę? Czy cokolwiek czuje? Gdzie przebiega granica między udawaniem, a byciem prawdziwym sobą? Czy bycie rozpoznawalnym to w gruncie rzeczy fajne uczucie czy jednak trochę dziwne? Pytań, które chcielibyśmy zadać artystom jest wiele, okazji mniej. Nadarza się właśnie jedna z nich – trwają Kaliskie Spotkania Teatralne, na wyciągnięcie ręki mamy aktorów z całej Polski. PS. To jak to w końcu jest z tą pielęgniarką z Leśnej Góry, potrafi choć wyjąć kleszcza?

Pytanie kim jest aktor zadaje najpierw encyklopedii PWN. Ta odpowiada:

aktor 1. «artysta grający rolę w teatrze lub w filmie»2. «uczestnik jakichś wydarzeń»3. «osoba, która udaje, stwarza pozory czegoś»

Ta ostatnia definicja wydaje się najciekawsza bo podpowiada, że przeczucie jej nie myliło. Aktor udaje. Wchodząc na scenę wcielając się w postać musi trochę poudawać, tak, by widownia, a więc i ona uwierzyli, że jest przez chwilę kimś innym. Jedna odpowiedź wywołuje jednak lawinę kolejnych pytań, jak chociażby to: czy schodząc ze sceny aktor już jest sobą, czy pozostaje przez chwilę jeszcze graną przez siebie postacią? Odpowiedzi najlepiej szukać u źródła, czyli w teatrze. Przecież nie zastuka w telewizor i nie zapyta Mostowiaków czy Marek zawsze jest taki miły. Lepiej też nie pytać miejscowych aktorów, bo jeszcze spotka ich w markecie przy półce z nabiałem i nie będzie wiedziała dokąd uciec. Albo będzie musiała zrobić odwrót w „wędliny” jak wtedy gdy spotkała nauczycielkę niemieckiego z liceum.

Idealna okazja do skonfrontowania swoich wątpliwości nadarza się w maju. Kaliskie Spotkania Teatralne co roku przyciągają do najstarszego miasta aktorów z całej Polski. Oprócz przedstawień jest też okazja porozmawiać z nimi, bo po każdym spektaklu obsada spotyka się z widzami. Wybiera obraz „Ewelina płacze”. Na stronie Teatru Rozmaitości czyta, że jest to „Spektakl o możliwości bycia sobą w świecie, w którym tożsamość człowieka tworzą liczne, często sprzeczne ze sobą narracje. Tekst jest zbudowany z fantazji, obiegowych opinii i wizerunków medialnych aktorek i aktorów. Aktorzy grają tu siebie samych wyobrażonych przez kogoś innego. Nie mając możliwości sprostowania informacji na swój temat pozostają uwięzieni w swoich przypadkowych i fragmentarycznych tożsamościach które przenikają się z ich prywatną prawdą. Spiętrzenie ról sprawia, że nie wiadomo już do kogo należą wypowiadane ze sceny kwestie.” Idealnie!

Godzina spędzona na widowni jest jedną z niewielu w ostatnim czasie, gdy miała okazję śmiać się szczerze i do rozpuku. Tego po wizycie w teatrze się nie spodziewała, ale dzięki temu wie, że chętnie pójdzie na spotkanie z aktorami. Może i zada jakieś pytanie. Skoro są tacy fajni na scenie to chyba poza nią też nie są najgorsi?

Malarnia wypełniona jest po brzegi. Aktorzy: Rafał Maćkowiak, Maria Maj, Ewelina Pankowska, Adam Woronowicz wyglądają całkiem zwyczajnie. Na tę myśl sama do siebie się śmieje, no bo czego innego się spodziewała? Poświaty tajemniczości, miny zblazowanego i pewnego siebie celebryty?  Rozpoczyna się dyskusja, która obiera wyznaczone, również przez sam spektakl, tory.

DSCF3127-crop

Spotkanie wydaje się jakby kontynuacją przedstawienia. Choć znikają deski teatru, są normalne krzesła, luźniejsze pozy to konwencja pozostaje ta sama. I wybuchy śmiechu. Co rusz coraz głośniejsze i swobodniejsze. – Może jest tak, że ten nasz obraz się wymyka, jest tak jakby niezależny od nas, nie mamy do końca na niego wpływu. Oczywiście przez różne wydarzenia, projekty, teatr możemy jakoś tym wizerunkiem sterować, ale to jest dość złudne, bo to się ciągle i ciągle wymyka. W pewnym momencie trzeba się z tym zmierzyć, bo jak zareagować na pytanie: czy pan to jest naprawdę pan? Mierzymy się z tym wychodząc przed widza – mówił Adam Woronowicz. Aktor przyznał, nie bez humoru, że rzadko zdarza mu się bycie rozpoznanym poza gmachem teatru. - Bardzo często jest w naszym życiu tak, że wychodzimy z teatru i nikt nas nie poznaje. Starzy aktorzy mówili nam kiedyś, że dobry aktor to taki, którego nikt nie poznaje, wtedy się śmialiśmy, a później się okazało, że mój profesor Zbigniew Zapasiewicz wychodząc z teatru rzeczywiście pozostał praktycznie niezauwoży, nikt go nie poznawał, a do młodych kolegów, którzy grali w serialach podbiegały tłumy wycieczek. Wtedy zorientowaliśmy się, że coś się chyba zmieniło i chyba ta rozpoznawalność nie jest najważniejsza, jest złudna. To jest miłe, bo nie uprawiamy tego zawodu dla siebie, konfrontujemy to z ludźmi, ale to nie jest miarą aktorstwa – dodał. - Zapotrzebowanie na popularność aktora, na to co nie jest graniem, na jego życie prywatne tak naprawdę przeszkadza. Ta popularność często przeszkadza w graniu, bo zaczyna się do ciebie przylepiać dużo różnych historii z twojego życia prywatnego, mniej lub bardziej wymyślonych. Sami tego doświadczamy kiedy wyjeżdżamy z Warszawy. Zagrać sobie i być kimś innym jest coraz trudniej. Ma to mniejsze znaczenie niż przyjście i zobaczenie kogoś czyją żonę, się zna ze zdjęć, zna się opinie na jego temat – dodał Rafał Maćkowiak. – Moje rozpoznawania były bardzo miłe, bo ja generalnie jestem rozpoznawany po głosie. Taksówkarz, który się nagle odwraca i mówi: taki znajomy głos jakby, albo wczoraj pan, który podawał mi tatara i do mnie mówi: bo ja tego, chyba pana kojarzę z tej reklamy, to pan jest, nie? Adam Woronowicz, który sam chętnie żartuje z siebie i ze swojej roli księdza Popiełuszki przyznał, że o spowiedź go jednak jeszcze nie poproszono… - A mnie poproszono żebym wyjęła kleszcza. Grałam pielęgniarkę w serialu, no i przyszedł góral do mnie w czasie kiedy byłam na wakacjach i mówi: niech pani mi wyjmie tego kleszcza, bo moja żona nie umie. Ja odpowiadam, że też nie umiem, na to on: jak to, przecież jest pani pielęgniarką, musi pani umieć! – przyznała Maria Maj.

DSCF3117-crop

Jak więc radzą sobie z tą huśtawką? Z jednej strony chęcią bycia popularnym i na topie, a z drugiej tą potrzebą prywatności i normalności? Po chwili odpowiada Woronowicz. - Są momenty w życiu aktora, że coś jest dane, potem tego nie ma, ktoś inny to ma. Trzeba się nauczyć żyć z tym, choć taka huśtawka emocji góra-dół jest bardzo trudna, tak jak i to wchodzenie i wychodzenie z postaci. Musieliśmy się skonfrontować  z tym, czym jest aktorstwo. W ogóle czym dzisiaj jest aktorstwo, jak ludzie to odbierają. To głównie niestety dzisiaj jest celebryctwo. Nie łudźmy się. Jeżeli przyjeżdża jakiś teatr do Bytomia czy do Kalisza to przyjeżdżają gęby i często ludzie, którzy kupują bilety, nietanie zresztą, na jakiś spektakl z Warszawy czy skądś to idą na twarze, które znają np. z telewizji. I jeszcze pół biedy jak to jest ok, ale…. No i właśnie, wtedy ci aktorzy są oburzeni, bo ta publiczność nie zareagowała,  tak jakby chcieli i zaczyna się dziać to, o czym czasami słyszymy, że może być ciężko z autografem, z fotką, że focha ktoś może strzelić w hotelu, że te frytki to nie są frytki, no i generalnie taki duży smród zostaje po wyjeździe  takich aktorów. Więc my się staramy żeby było miło i na razie nam się udaje, jesteśmy tu 24 godziny i myślę, że tego nie spieprzymy.

DSCF3126-crop