A jednak zagrają…

fot. Nosferat Factory

Kalisz. Według historycznych podań, miasto najstarsze w Polsce. Nie wiem czy to prawda, ale i bez tego kocham to miasto. Tutaj się urodziłem, tu mieszkam i tu chodziłem najpierw do szkoły podstawowej, potem do gimnazjum, a obecnie do liceum. Mimo to, że znam to miasto całkiem dobrze, do niedawna żyłem w przeświadczeniu, że jedną z kilku wad, które posiada  (mimo, że jest piękne i wiele dobrego można o nim powiedzieć) jest całkowity brak koncertów, spektakli i innych różnego rodzaju imprez kulturalnych. Ten reportaż w pierwotnej wersji miał właśnie opowiadać o tym, że w Kaliszu nie ma co robić. Jednak dzięki paru osobom zainteresowałem się całą sprawą i w końcu doszedłem do wniosku, że w Kaliszu dzieje się naprawdę dużo.

Na przykład niecały tydzień przed rozpoczęciem pisania tego reportażu, około ósmego listopada w hali OSRiR odbywał się turniej bokserski im. Tadeusza Grzelaka z udziałem bokserskich reprezentacji Polski i Szwecji. Jestem ciekawy, ilu mieszkańców naszego miasta wiedziało o tym bardzo interesującym wydarzeniu. W Kaliszu organizowane są nie tylko imprezy sportowe. Dokładnie w tym miejscu pojawia się temat tego tekstu, który mam nadzieję, że będzie swoistym rozliczeniem kaliszan i organizatorów wszelkich imprez. Czy kaliszanie interesują się i korzystają z tych wydarzeń kulturalnych, które oferuje nam miasto i różnego rodzaju organizacje oraz osoby prywatne? Chcąc znaleźć odpowiedź na to pytanie, postanowiłem odwiedzić kilka miejsc związanych z kulturą oraz poszukać trochę informacji na temat imprez, jakie odbywały się w Kaliszu w ostatnim czasie.

Dokładnie 26 listopada, około godz. 15:00 stanąłem przed siedzibą szkoły podstawowej nr 18. To tutaj miałem spotkać się z menadżerką klubu studenckiego Pod Muzami, panią Anną Adamską. Nie będę opisywał całej rozmowy, bo nie jest to miejsce i czas na to, ale muszę powiedzieć, że po niedługim, trwającym może  pół godziny spotkaniu wyszedłem stamtąd wzbogacony o naprawdę ciekawe informacje. Szczerze powiedziawszy dowiedziałem się rzeczy, o których w ogóle nie miałem pojęcia. W tym miejscu czytelnik może posądzić autora o całkowitą ignorancję, ale to, czego  dowiedziałem się w trakcie rozmowy rzuca na całą sprawę zupełnie inne światło.

Wróćmy do tematu tego reportażu. Znane w Polsce gwiazdy traktują Kalisz jako przystanek. Zasada jest prosta – jeśli któryś z popularnych zespołów rusza w trasę koncertową po Polsce i odwiedza np. Łódź, Poznań i Warszawę, to przy okazji decyduje się także na jeden koncert w Kaliszu, ponieważ jest w tym mieście przejazdem. Prawdopodobnie, gdyby nasze miasto było trochę bardziej oddalone, to działoby się tutaj jeszcze mniej  (chociaż zaskoczyła mnie informacja, że w przyszłym roku prawdopodobnie przyjedzie do nas Luxtorpeda). Na szczęście jest wiele zespołów, może mniej znanych, które chętnie przyjeżdżają do najstarszego miasta w Polsce.

Gwiazdy występują rzadko w Kaliszu, ponieważ mieszkańcy nie chcą uczestniczyć w tego rodzaju imprezach. Przeciętny mieszkaniec Kalisza zapytany o imprezy kulturalne, które odbyły się ostatnio w naszym mieście, z pewnością nie byłby w stanie wymienić nawet kilku.

Henryk Musiałowicz - wernisaż tarasin

fot. Nosferat Factory

Kolejnym miejscem, tym razem związanym ze sztuką, które postanowiłem odwiedzić była Galeria im. Jana Tarasina. Tego dnia (a był to piątek) lekcje kończyłem o godz. 14:25, a już o 15:00 miałem być w galerii. Tego dnia było bardzo zimno. Idąc w stronę placu Jana Pawła II, przy którym mieści się galeria, cały czas myślałem o szybkim powrocie do domu.  Jednak rozmowa z panią Małgorzatą Kaźmierczak, dyrektor instytucji, całkowicie odświeżyła moje spojrzenie na kondycję sztuki w Kaliszu. Okazało się, że galerię odwiedza sporo osób. Ponadto wystawy są często zmieniane, do Kalisza zapraszani są znani artyści, a na wydarzenia przychodzi sporo osób. W ostatnim czasie w naszej galerii odbywał się Miesiąc Performance. Na każdym spektaklu pojawiało się od około 70 do 100 widzów.

Oprócz imprez organizowanych przez prywatne instytucje, galerie czy też kluby, w Kaliszu odbywają się też imprezy realizowane przez miasto. We wrześniu miałem okazję uczestniczyć w MusiKALiach. Wydarzenie odbywało się w Hali Arena 12-13 września i przyciągnęło nieliczną publikę. Przyznaję,  że uczestniczyłem w imprezie krótko, zatem nie wiem ile osób przyszło wieczorem na koncert (tego dnia miał grać słynny Closterkeller). Na MusiKALiach pojawiłem się około południa i powiem szczerze, że byłem mile zaskoczony. Niestety liczba odbiorców nie zachwyciła.

Uczestniczyłem w wydarzeniu krótko, więc nie mogę ocenić, czy impreza była udana, czy nie (chociaż zdjęcia z koncertów, które pojawiły się w internecie świadczą o nieudanym festiwalu). Podsumowując: impreza odbywała się w weekend, była darmowa i proponowała uczestnikom muzykę na żywo. Tymczasem osób, jak na tak duże miasto, przybyło niewiele.

Kolejnym dobrym przykładem jest koncert legendy polskiej sceny rockowej – zespołu SBB.  Mimo, że informacje o tym koncercie były ogólnodostępne, na wydarzeniu pojawiła się garstka osób. Może cena za bilet przeraziła mieszkańców Kalisza? 20 zł przecież „piechotą nie chodzi”.

Kolejną z przyczyn nieuczestniczenia kaliszan w wydarzeniach kulturalnych może być również niewielka ilość plakatów informujących mieszkańców o imprezach. Nie jest to wina organizatorów. Tak naprawdę nie ma w naszym mieście miejsc, w których można by było zamieścić plakaty bez dodatkowych opłat. Dobrym pomysłem byłoby stworzenie punktów, w których organizatorzy imprez mogliby udostępnić plakaty informujące o imprezach, koncertach itp. Skorzystałyby na tym dwie strony.

W trakcie pisania tej pracy dowiedziałem się, że jest pewna grupa osób w Kaliszu, która wie, że w Kaliszu naprawdę dużo się dzieje. Mam na myśli koncerty organizowane przez kluby, eventy, spotkania i performensy proponowane na przykład przez wspomnianą już Galerię im. Jana Tarasina. Z uwagi na to, że Kalisz jest miastem, które ma około stu tysięcy mieszkańców, nie jest to duża grupa. Co do tego, jak reklamuje się imprezy lub koncerty odbywające się w mieście – tutaj zdania są podzielone. Podczas rozmowy z panią Anną usłyszałem, że istnieje problem z rozmieszczaniem plakatów w Kaliszu (chodzi o wysokie koszty promocji). Natomiast w Galerii im. J. Tarasina dowiedziałem się, że z promowanie wydarzeń nie jest kłopotliwe. Jak jest w istocie? Na to pytanie czytelnik musi już znaleźć odpowiedź indywidualnie.

Kolejną kwestią są imprezy organizowane przez miasto. Galerie i kluby mają stałą grupę odbiorców. W przypadku miasta jest inaczej. Takie imprezy (chociaż również mają swoich zwolenników) odbywają się rzadko, zazwyczaj raz na rok i przyciągają mniej osób.

Teraz należałoby się zastanowić, jak zmienić negatywny stan rzeczy. Co zrobić, żeby kaliszanie zaczęli interesować się tym, co dzieje się w ich mieście? To już jest temat na inną pracę. Ten reportaż jest wyłącznie przedstawieniem mojego punktu widzenia. Chciałem pokazać, jak młody, szesnastoletni człowiek  widzi Kalisz. Tak, jak napisałem na początku sam żyłem w przekonaniu, że w Kaliszu nic się nie dzieje. Codziennie odnoszę wrażenie, że ludzie wśród których poruszam się na co dzień w szkole, moi rówieśnicy, myślą tak samo. Tylko co teraz zrobić, żeby zmienić tę sytuację…?